Za każdym razem kiedy czytam o tym, że Pawłowi wystarczy łaski Chrystusa, pojawia się we mnie strach. Bo być może gdzieś jest granica której przekroczyć nie można, a my jako chrześcijanie co najmniej pchamy się w paszczę lwa. Coś w głowie podpowiada mi, że łaska nie jest tabletką od bólu głowy, po której życie przestaje nas męczyć.

Wielokrotnie nie dziwię się tym, którzy dziwią się chrześcijanom. Sam z tyłu głowy mam przekonanie o tym, że to, na co się decydujemy to szaleństwo. Zasadniczo, cały czas pod prąd. Z zapartym tchem czytam biografie wielkich świętych, a po odłożeniu ich na półkę, żyję dalej po swojemu. Tak, jakby ich życie było dobrą powieścią, opowiadającą o świecie nierealnym i tylko w książkach zdarzały się takie historie.

Pragnienie idealnego odnalezienia się w świecie zaczyna we mnie konfrontować się z jeszcze wątłym przekonaniem, że trudności nie miną. Rzeczywistość staje się dużo bardziej skomplikowana, kiedy wiele osób tak łatwo deklaruje opowiedzenie się po tej stronie, która dla innych – dla mnie również – jest odległym portem, do którego dopiero zmierzają. Bo przecież ma być tak, tak; nie, nie – a nie jest, i o zgrozo szybko nie będzie.

Na szczęście Pawłowy dialog z Chrystusem daje nadzieję, że Jemu to nie przeszkadza. Wręcz odwrotnie – ideały każe zamienić na prawdę. Idealny obraz siebie proponuje zastąpić realnym, tym ze słabościami. Także tym, który składa się z samych słabości, ponieważ w sobie nie odnajduję już żadnej mocy, żadnej wartości.

Chrześcijanie to nie Ci którzy mają się przed Bogiem poniżać, siebie umniejszać. Tu nie o to w tym chodzi. To raczej ci, którzy mają się poznać, do siebie przyznać i ufać, że Bóg nas takimi chce. Tylko z kimś kto ma twarz, będzie się w stanie spotkać, żeby powiedzieć mu o tym, jak bardzo go kocha. Tylko poznając w sobie przestrzenie bez Niego, będziemy Go w stanie do nich zaprosić.

Trudności nie miną. Napisanie „i co z tego” będzie zuchwałością. Ale czy syn marnotrawny, który wracał do swojego ojca miał prawo do nadziei? Mógł rozpaczać, schować się w sobie. Postanowił wrócić – zuchwalec jeden.