Przejść od skakania na trampolinie, żeby móc dotknąć Boga, który jest w niebie do tego, aby znaleźć, Go pomiędzy ludźmi, którzy na takie podskoki być może nie mają już sił i czasu. Wystarczyłaby ta jedna myśl, żeby uznać, że wszystko pozamiatane.

W czasie wczorajszego śpiewu Ewangelii przez jednego z braci diakonów w czasie Mszy prymicyjnej przyszła mi do głowy myśl o wdzięczności, za to jak wiele dostałem. Dużo więcej, niż mógłby sobie przez święceniami wyobrazić. Ludzi, miejsc, dylematów i Bożej pomocy, żeby sobie z tym wszystkim poradzić. Być może na początku szukałem w chmurach, a szczęście pojawiło się na ziemi.

Widzieć entuzjazm braci, którzy wchodzą w kapłaństwo Chrystusa z radością i nadzieją jest nie do przecenienia. Będąc świadomym tego, że czasami tylko wspomnienie tego entuzjazmu, we własnym doświadczeniu pozwala odnaleźć drogę, pokazuje, siłę pierwszego zakochania. Mimo, iż trzeba je nieustannie potwierdzać codzienną miłością, warto o nim nie zapomnieć, żeby nie zgnuśnieć.

Nie zamierzam wstydzić się podskoków, których wciąż mi nie brakuje. Chciałbym jednak częściej chodzić po ziemi. Może dlatego, że kiedy ja nie mam już sił i brakuje mi czasu, liczę na to, że ktoś przestał skakać chwilę wcześniej, zszedł na ziemie, żeby poszukać Boga i przy okazji spotkać właśnie mnie. Do tej pory tych ludzi było co niemiara. Bogu niech będą za nich dzięki!