Ostatnio dużo myślę o nienawiści jednych ludzi do innych. O tym, jak łatwo nam ona przychodzi. Boli mnie to, dlatego, że ludzie, którzy nienawidzą mieszkają miedzy nami. Nie wzięli się znikąd, a my niewiele robimy, żeby to zmienić. Przyzwolenie na złe słowo, złe działanie, bezpodstawne oskarżenie jest. Nie da tego ukryć. Tym, co wydaje się najgorsze jest to, że nie dajemy ludziom możliwości obrony. Sam fakt oskarżenia pociąga za sobą wymierzenie kary, którym jest publiczny lincz.

Oczywiście, są takie sytuacje, gdzie napiętnowanie jest słuszne. Od wydawania wyroków są jednak sądy. Mówienie o kimś, że jest „jakiś” powinno nieść za sobą konsekwencje nie tylko dotyczące oskarżanego, ale także tego, kto oskarża. Tymczasem, w internecie stworzyła się (stworzono) taką przestrzeń, gdzie nie ponosi się żadnych konsekwencji. Hejt nie powinien być traktowany jako alternatywna rzeczywistość, w której wszystko wolno. Nie ma w nim niczego takiego, czego ludzie nie robiliby wcześniej i nie ponosili za to kary. Być może to nienawiść przybrała nową formę, ale treść jest ta sama.

Mówienie fałszywego świadectwa jest i zawsze było złe. Tym bardziej, kiedy robią to Ci, którzy swojego Boga nazywają Małością. Pisanie i mówienie o Bogu, który jest Prawdą bez miłości też nie ma sensu. Bo co z tego, że mamy rację jeżeli nie wynika z niej żadne dobro? Jeżeli dajemy sobie prawo do zakomunikowania komuś tego, co myślimy, musimy mieć w sobie pragnienia dobra dla innego, przede wszystkim dla tego, któremu komunikujemy nasze zdanie.

Upominanie, szkalowanie pod pseudonimem, ukrywając swoją tożsamość, ma się kompletnie nijak wobec ewangelicznej zasady, która nakazuję stanąć twarzą w twarz wobec tego, któremu mamy coś do zarzucenia. Taka droga jest w opozycji do tego, co mówi Piotrowi Chrystus o braterskim upomnieniu. Jest to tym gorsze zachowanie, ponieważ dzieje się to w warunkach, o których apostoł nigdy by nie pomyślał. Nigdy by ich sobie nie wyobraził. Stos jest większy a widzowie liczniejsi.

Publiczny lincz na każdym oskarżonym jest odbieraniem mu godności. Nikt i nigdy nie ma do tego prawa – także w interencie, który jako nowa forma komunikowania, nie może być pozbawiona wartości i zdrowego rozsądku. Przykazanie miłości bliźniego także w nim jest dla osób wierzących obowiązującym. To chrześcijanie powinni być przykładem, tymczasem gorszą, oskarżając kogo popadnie, jak popadnie, i gdzie tylko mogą

Sam często jestem nazywany idiotą, imbecylem, antyświadectwem. Kilkukrotnie kazano mi przywiązać sobie coś do szyi, żebym szybciej tonął. Sugerowano apostazję, odmawiano dziecięctwa Bożego. Zawsze dotyczyło to tych miejsc w mojej pracy, w których szukając nadziej, chciałem przekazać ją innym. Z reguły robili to moi współbracia w wierze, dbający o ortodoksje, o której niewiele wiedzą –  nie najważniejszych zasad wiary. W interecie – na blogach, forach – zawsze oskarżali anonimowi ludzie – bez twarzy, imienia i nazwiska.

Co wtedy zrobić? Myślę, że to samo, kiedy myślę o nienawiści jednych do drugich. Oddawać ludziom nadzieję.