Warto spuszczać ciśnienie, ale co w zamian? Ostatnie dni spalają tlen w domach, miejscach pracy, w środowiskach wierzących i niewierzących. Każdy w jakiś sposób żyje tym, co dalej. Abstrahując od tego kto ma rację, powietrze się nam kończy.

Skąd je wziąć? Dla wierzących droga wydaje się oczywista. Katolicy mają łatwiej, przynajmniej powinni. Nie chodzi mi o naiwną wiarę, że jakoś to będzie. Przecież Bóg o nas pamięta, a Maryja jest patronką Polski. Bóg na nas czeka i zaprasza do ciężkiej pracy.

Prawda o kondycji naszego społeczeństwa jest w jakiejś mierze prawdą o kondycji naszego katolicyzmu. Jeżeli tak wielu deklaruje wiarę w Boga, oznacza to, że tak wielu wierzących w niego nie potrafi ze sobą rozmawiać. Nie chcemy się słuchać, nie odnajdując wartości nie tyle w tym, co mówią oponenci, ale w tym – kim są. To porażające świadectwo naszego nawrócenia, dokładniej – jego braku.

Zamknięcie się z Ewangelią w kościele wydaje się skutkować brakiem Dobrej Nowiny na naszych ulicach. Gdzie są świadkowie? Ci, którym wiele odpuszczono?

Nikt nam nie zaufa i nie powierzy swojego życia, jeżeli sami nie zadeklarujemy, że ma ono dla nas ogromne znaczenie. Tymczasem, my chcemy, aby to oni przekonywali nas, że chcą być takimi jak my. W obecnej sytuacji dość bezwzględnymi, idącymi po trupach, oszukującymi rzeczywistość i fakty.

Zapewne nie wszyscy i nie zawsze są tacy. Ale dla wielu twarz Kościoła jest właśnie taka. Jeżeli ktoś, kto powołuje się na wartości chrześcijańskie, w imię tych wartości jest w stanie odebrać godność drugiemu człowiekowi, to ten człowiek zamiast mu zaufać, stanie w opozycji nie tylko do niego, ale także do Kościoła.

Czy mamy jakiś pomysł, żeby na to nie pozwolić? Pomysłów jest wiele. Od globalnego działania i przypominania o tym, co to znaczy miłość bliźniego wynikająca z umiłowania Boga. Po pracę w lokalnych środowiskach. Po pracę nad sobą. Nauczmy się szacunku.

Pokaż mi twoje oczy, a powiem Ci, w jakiego Boga wierzysz – napisał jeden z autorów wczesnochrześcijańskich. Nie są to słowa pocieszające, zważywszy na wzrok wielu z zadeklarowanych katolików. Nikt nie będzie chciał na nas patrzeć, jeżeli w naszym wzroku nie odkryje bezpieczeństwa, Bożego piękna. Prawda jest wymagająca, ale zanim się ją wypowie, zacznie się nią żyć, nie może zabić. Umieranie bez Chrystusa nie ma sensu. Umieranie w Nim już tak.

Potrzebujemy powietrza. Przewietrzmy nasze społeczeństwo, chrześcijaństwo, spuszczając ciśnienie. Nie zamykajmy się jednak potem na nowo we własnych środowiskach. Także w katoświecie, ponieważ ciśnienie będzie jeszcze większe, a skutki braku powietrza jeszcze tragiczniejsze. Niech to będzie nauczka i nauka z której wyciągniemy wnioski.