Zapewne wszyscy bardzo dobrze wiemy, że świat nie zacznie się zmieniać tylko i wyłącznie dlatego, że się na niego obrazimy, wytykając mu błędy, i mówiąc, że jest zły. Podobnie, zdajemy sobie zapewne sprawę także z tego, że zatkanie uszu nie spowoduje, że inni przestaną mówić. Zasłonięcie oczu nie wyeliminuje tego, czego oglądać nie chcemy.

Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę oglądać to, co oglądają inni, słuchać tego, czego inni słuchają. Żeby tak jak inni mówić i myśleć. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy w tym, co ludzie widzą, czego słuchają, czym żyją, nie ma głębszych pragnień niż tylko bycie z tego świata.

Być może to sprawa poboczna, ale wydaje się niezwykle istotna. Pierwszym polem, na którym stajemy się niewiarygodni, jest przekaz – czyli forma, którą wykorzystujemy do opowiadania o Ewangelii. W naszym Zakonie słynne są historie o braciach głoszących dobrą nowinę o wiecznym potępieniu. Niespójność komunikatu w kościelnym przepowiadaniu  wielokrotnie razi oczy niedbałością, rani uszy fałszem i przeraża serca obłudą. Nieporozumieniem wydaje się także jakość wykorzystanych do tego narzędzi. Zdarzyło mi się kilkukrotnie usłyszeć pytanie, dlaczego jako chrześcijanie o tak ważnych dla nas rzeczach opowiadamy w tak smutny sposób. Dlaczego nie wykorzystujemy przy tym dobrej jakości materiałów (Internet, telewizja, prasa), tworząc skanseny nieatrakcyjności.

Zapewne kluczem do głoszenia nie jest jedynie jego sposób – liczy się przede wszystkim treść. Ale czy oświadczylibyśmy się komuś, nie podejmując starania o to, aby zrobić to najpiękniej jak się da. Dobrze wiemy, że pięknych rzeczy nie należy opowiadać w niepiękny sposób. Zapewne nie wszystkich stać byłoby na tę deklarację pod Wieżą Eiffla w Paryżu. Być może nie stać nas na rozwinięte portale internetowe, duże katolickie telewizje, ale czy za każdym razem zdjęcie przy informacji musi straszyć ilością niezidentyfikowanych pikseli, komunikat niesprawdzonym źródłem a tekst ilością pobożnościowych przymiotników przy co drugim słowie z kościelnej nowomowy dla większości niezrozumiałej.

Głoszenie jest sztuką. Ta ma swoje reguły – podobnie, jak wszystkie inne narządza, które wykorzystuje się do tego, aby robić to dobrze. Jeżeli nie poznamy ich instrukcji i zasad nimi rządzących, mogą nas jedynie narazić na śmieszność, i wspomnianą wcześniej niewiarygodność.

Skąd tytuł dzisiejszego wpisu. Przez chwilą skończyłem oglądać kolejny bardzo dobrze przygotowany przez portal gazeta.pl odcinek „Make Poland Great Again”. Z podobnymi wypiekami na twarzy przeglądałem wczoraj wieczorem nową publikację Krzysztofa Gonciarza na YouTube, czy czytałem dziś rano tekst Katarzyny Kolendy-Zaleskiej w Gazecie Wyborczej. Nie zawsze zgadzam się z treścią tego, co publikują Ci autorzy i wielu innych genialnie robiących swoja pracę ludzi. Fascynuje mnie jednak fakt, iż kochają to, co robią i poświęcają na to bardzo dużo czasu oraz środków. Starają się o jak najwyższą jakość.

Wytykając błędy innym, zauważmy, że we własnych bardzo często toniemy. A nasza niekompetencja powoduje, że obrazu, który roztaczamy przed ich oczami nie da się oglądać. Tego, czego do nich mówimy, nie da się słuchać. To, co piszemy trudno przeczytać. Nie chodzi tutaj o treść, ale o naszą wobec niej niestaranność. Być może także niewierność – czyli niewiarygodność.