Pamiętam, że kiedy w Rzymie po Mszy kończącej jubileusz 800-lecia Zakonu rozmawiałem z braćmi, którzy wspólnie świętowali to wydarzenie, każdy z nich wskazywał na przyszłość, a nie przeszłość. Większość z nas zastanawiała się: Co dalej?

Święty Dominik był człowiekiem, który zaproponował Kościołowi pewną rewolucję, do której my bardzo się przyzwyczailiśmy. Po naszym patriarsze, wielu braci i wiele sióstr udowadniało wspólnocie dominikańską smykałkę do innowacyjności. Zawsze wierni naszej Matce, nie bali się wychodzić na krańce. Świadomi własnej wartości – prawdy i piękna, którymi obdarzył ich Bóg – nie musieli jej niczym potwierdzać, ufając, że Ten, który ich wybrał, nigdy ich nie opuści.

Czy są przez to zuchwali? Być może. Zapewne jak Zacheusz wchodzący na drzewo, przed oczami chcieli mieć Chrystusa, który będzie chciał zatrzymać się w naszym domu.

801 lat to dużo na to, aby się do siebie przyzwyczaić, aby sobie spowszednieć. Przestając szukać i powodować wstrząsy, jednocześnie utracić smak. Wskazywał na to papież Franciszek, który w styczniu mówił do braci w Bazylice na Lateranie : „Ale aby doszło do tego »wstrząsu« trzeba, aby sól nie utraciła smaku, a światło się nie ukrywało (por. Mt 5,13- 15). Jezus mówi to ​​bardzo jasno: jeśli sól utraci swój smak, na nic się nie przyda. Biada soli, która utraciła swój smak! Biada Kościołowi, który utracił swój smak! Biada kapłanowi, osobie konsekrowanej, zgromadzeniu, które utraciło swój smak!”.

To, „co dalej”, wynikać powinno ze świadomości tego, że posyła nas Chrystus. Że to Jego mocą głosimy. Dzięki Niemu jesteśmy kaznodziejami. Ten nie wahał się wejść do domu celnika Zacheusza, porozmawiać z jawnogrzesznicą, przy studni podjąć dialog z Samarytanką. W swojej innowacyjności powinniśmy Go naśladować, tak jak robili to nasi poprzednicy przecierając Kościołowi nowe ścieżki, po których chce prowadzić nas Pan.

Ktoś powie, że to tylko marzenia. Dominik też je miał i dzięki temu są bracia i siostry. Pytając o to: „co dalej”, warto zapytać: Czy je jeszcze mamy?