W obrzędzie komunii spożywamy Ciało Pańskie. Może to sugerować, iż mamy nad Bogiem jakąś władzę. W sumie to od naszej decyzji zależy, czy do komunii (w sposób widzialny) dojdzie.

Jakże ubogie byłoby to jednak spotkanie. W każdym sakramencie, to Bóg jest tym, który dyktuje warunki, także w Eucharystii. Mimo iż widzialnie to my przyjmujemy Boga do naszych serc – niewidzialnie to On bierze nas w posiadanie.

Komunia jest z jednej strony zaproszeniem Chrystusa do naszego życia, z drugiej ma być początkiem stawania się przez nas Chrystusowymi, czyli dobrowolnie oddanymi Jego działaniu.

Nasze życie pełne powinno być Chrystusa nie tylko w mówieniu, ale również w uczynkach. Powinniśmy jak On stawać się dobrą Nowiną. Temu ma także służyć komunia. Żeby ludzi widząc nas, widzieli Boga, który nas posłał.

Pytanie, co idzie nie tak. Dlaczego w nas tak mało Chrystusa. Co dzieje się w naszym sercu, że udostępniamy je Bogu tylko niekiedy i to w niektórych miejscach?

Trudno jest mi napisać o tych, którzy są w stanie na placach i ulicach mówić o tym, że Chrystus jest dla nich najważniejszy a życie dziesięciorgiem przykazań prowadzi do nieba, jednocześnie odczłowieczając tych, którym z nimi nie po drodze, że do końca usłyszeli w swoim sercu głos Pana.  Nie wiem, czy to po Bożemu, kiedy ktoś mówi o tym, że należy podnosić standardy do wymogów Ewangelii a sam, kiedy mu coś nie wyjdzie, zamiast do Dobrej Nowiny przyrównuje się do przeciwników, którym przecież nie wyszło bardziej.

Kiedy Chrystus będzie dziś przechodził obok drzwi naszych domów, zastanówmy się, czy wczoraj nie pukał do nich w biednym, którym gardzę. Czy tydzień temu nie prosił o pomoc w kimś, kim się brzydzę. Czy nie zadał mi pytania w osobie, którą okłamałem, ponieważ ta w Niego nie wierzy.

Może się okazać, że z Jego odwiedzinami będzie tak, jak z wizytą cioci, którą kochamy na odległość. Dobrze, kiedy przyszyła pieniądze z Ameryki. Na wizytę jednak nie mamy czasu, sił, a na to, żeby jej pomóc nas nie stać.

Bóg w każdej Eucharystii odbywa procesję do naszych serc, w konsekwencji do naszych domów, świata, w którym żyjemy. Czy za każdym razem pozwalam mu się posiąść – oddaje mu się na własność? Jeżeli tak, to jakie są tego skutki w moim życiu, w drugim człowieku – w świecie, do którego mnie posyła?