O długim świętowaniu Pięćdziesiątnicy, a także o tym, czy da się połączyć skrzypce i flet w jeden nowy instrument

W dawnych dobrych czasach… Nie, to nie jest dobry początek, bo czasy wcale nie były tak dobre. Ale dobre było to, że Zielone Święta, podobnie jak Wielkanoc i Boże Narodzenie świętowano przez trzy dni. Tak było za czasów kantorskiej posługi Jana Sebastiana Bacha w luterańskim Lipsku.

Na pierwsze święto Pięćdziesiątnicy zachowały się cztery kantaty Bacha. Kantata 34 O ewiges Feuer, o Ursprung der Liebe (O ogniu przedwieczny, praźródło miłości  – tak w tłumaczeniu Armina Teske) należy do najwspanialszych utworów Bacha w tym gatunku. Można jej posłuchać tu, przy czym warto skorzystać z krótkiego wprowadzenia dyrygenta.

Pierwsza część to uroczysty chór, z orkiestrą w pełnej odświętnej obsadzie – z trzema trąbkami i z kotłami. Holenderski dyrygent Jos van Veldhoven zwraca uwagę na figuracje skrzypiec, ilustrujące płomienie Ducha Świętego. To doprawdy ognista prośba o to, żeby wierzących ogarnął ogień Ducha.

Środkowa część kantaty, aria altowa, to jeden z tych utworów, w których Jan Sebastian odsłania delikatną, czułą stronę swojej wrażliwości. Alfred Duerr mówi o nieziemskim spokoju i nazywa tę arię jednym z najszczęśliwszych pomysłów Bacha. To pieśń duszy, która w zachwycie kontempluje przedziwną prawdę: serce człowieka jest mieszkaniem Boga. To muzyka pastoralna, idylliczna, jakby już nie z tego świata. Iście niebiańska pogoda, której już nic nie zaćmi. Jak Bach osiągnął ten nastrój? On, który jeszcze jako młody człowiek (bodaj szesnastoletni) zaczął być zapraszany do sprawdzania nowych organów przed ich odbiorem, umiał dźwiękami mówić, ale umiał i malować. Tak jak nieomylnie dobierał rejestry (barwy) organów, tak i tu zmieszał brzmienie fletów z barwą skrzypiec z tłumikiem, tworząc niejako nowy instrument. To ostatnie stwierdzenie ponownie pochodzi od dyrygenta.

Na koniec ponownie uroczysty chór z prośbą o pokój – nad Izraelem, nad całym światem.

Duch Święty – ognisty, płomienny. I człowiek – istota z krwi i kości, proch i pył. Treść kantaty: swoista alchemia, wezwanie, żeby dać się zapalić. Wizja duchowości płomiennej i cichej. Zapał i skupienie.