Na gentelmana

Śmieją się ze mnie bracia, że zacząłem pisać i nagle przestałem. Jeden mi nawet powiedział: dobrze żarło i zdechło. Co prawda mam pewne wątpliwości, czy to był komplement, czy złośliwość, ale przyznać trzeba, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. A nic tak nie motywuje, jak argument z męskości. Spróbuję więc raz jeszcze, krócej, ale częściej. W formie trzech niezależnych myśli. A co! Jak się nie uda, to przynajmniej skończę z formą!

 

***

Wielki Facebook

Coraz więcej moich znajomych, na czas Wielkiego Postu, rezygnuje z fejsa. Przeczytałem ostatnio, że z facebooka zrezygnowały też Indie, ale chyba nie ze względu na Wielki Post. Przynajmniej na pewno nie w całości. Władze Indyjskie zrezygnowały z projektu Zuckerberga, sfinansowania darmowego Internetu dla najuboższych, upatrując się w tym nowej formy kolonializmu. Brzmi śmiesznie, szczególnie dla uszu, w których ciągle brzmią groźby o „zachodnim imperialiście zza oceanu”. Ale jakoś tak poważniej się robi, gdy uświadomi się, że darmowy Internet dla najbiedniejszych, miałby ograniczyć się tylko do aplikacji facebookowej i kilku portali, wybranych przez Zuckerberga. Już teraz mówi się, że facebook „pożera Internet”, mając 1,6 mld użytkowników i wywierając ogromny wpływ nie tylko na wirtualną rzeczywistość. Wielki temat, w sam raz na Wielki Post. Wielkie pytania o wolność, sprawiedliwość społeczną, niewinne wykorzystywanie ubogich. Ehhh. I gdzie tu wcisnąć choćby małą modlitwę, małą jałmużnę, że o małym poście nie wspomnę.

 

***

 

Więc siedzę

Przeprowadzając się z celi do celi, zostałem zasypany ogromną ilością popisanych kartek, które odkąd pamiętam, obiecuję sobie kiedyś poukładać. Jest tam wszystko. Od tabelek z greki, której nigdy się nie nauczyłem, przez luźne karteczki z numerami telefonów, bez imion i nazwisk właścicieli, aż po głupie rysunki robione na nudnych zajęciach. Ale wpadła mi też w ręce kartka z kilkoma cytatami Franza Kafki. Gdzie, kiedy, jak, po co spisanych? Nie wiem. Na pewno gdzieś, kiedyś, jakoś, a być może i po to, żebym na 40 dni przed Wielką Nocą, przeczytał coś takiego: „Nie trzeba, abyś opuszczał dom. Zostań przy swoim stole i słuchaj. Nie słuchaj nawet, czekaj. Nawet nie czekaj, bądź tylko cichy zupełnie i samotny. Świat przyjdzie sam do ciebie, byś go demaskował. Świat nie potrafi inaczej: w opętaniu swoim będzie się przed tobą tarzał.”