Pod koniec zeszłego roku dało się zauważyć tu i ówdzie manifestację różnych dziwnych znaków, których przesłanie jest mi zupełnie obce ze względu na kulturę, w której wyrosłam. Pamiętam z dzieciństwa, że ludzie w swoich oknach i na balkonach wywieszali barwy narodowe, albo święte obrazy np. na Uroczystość Bożego Ciała. Na Święto Podwyższenia Krzyża Świętego wszystkie przydrożne znaki naszego Zbawienia były dekorowane od góry do dołu ręcznie robionymi wieńcami i kwiatami.

Mimo, że zwykle niespecjalnie uzewnętrzniam moją wiarę, w ubiegłoroczne święta Bożego Narodzenia zdecydowałam się zrobić na drzwiach wejściowych do mojego mieszkania w bloku na pierwszym piętrze, dekorację z Dzieciątkiem Jezus, Matką Bożą i św. Józefem. Być może ozdoba nie była najwyższych lotów artystycznych, ale nie o artyzm tu mi chodziło, a raczej o podkreślenie duchowego charakteru Świąt. Nie wiem co sąsiedzi myśleli o tym, ale cóż – zrobiłam i już.

Świąteczny wystrój dotrwał do Gromnicznej i trzeba było go zdjąć. Rozpoczęła się wiosna, zdążyłam już prawie zapomnieć o okolicznościowym przybraniu. Pewnego pięknego słonecznego poranka, gdy wracałam z Mszy Świętej, wchodząc do mojej klatki usłyszałam znajome odgłosy. Krzyś z drugiego piętra stawiał opór w schodzeniu po schodach. Pobiegłam więc do Krzysia i jego mamy, która ma potężne pokłady cierpliwości i zachęcałam przedszkolaka byśmy zbiegli razem – tup, tup, tup… Udało się, chłopczyk podchwycił moje podskoki i razem zbiegliśmy na moje piętro. I nagle Krzyś patrząc na moje drzwi – ze smutną miną wydukał – nie ma obrazka…

Wzruszyłam się do głębi, szczególnie że mój mały sąsiad jest wyjątkowym dzieckiem – ma zespół Downa. Okazuje się, że chyba najbardziej z całej klatki schodowej był zainteresowany obrazkiem na moich drzwiach i cieszył się za każdym razem kiedy przechodził obok – wyjaśniła jego mama.

Nie wiem co się pojawi w przyszłym roku na oknach i drzwiach innych domów. Ja na pewno będę myślała o dekoracji moich drzwi, nawet jeśli tylko Krzyś się nią ucieszy.

Monika