Błogosławiony Pier Giorgio Frassati już odjechał ze Szczecina.
Gdy wczoraj trumna z jego ciałem pojawiła sie na Al. Jana Pawła II, gdzie ją przywitaliśmy, zaraz przestało padać. A dziś, gdy tylko samochód z trumną ruszyła z pod naszego kościoła, znów zaczęło lać.

Obecność Pier Giorgia, który w tajemnicy obcowania świętych, pozostaje nieprawdopodobnie bliski, wlała w moje serce wiele światła. Ten dzień miał dla mnie coś z Paschy. Obumieranie i zmartwychwstanie  to przenikanie Światła przez niejedną ciemność. Poczułem się jak biedak, do którego On – „miłosierny jak Ojciec” przybył ze światlem i błogosławieństwem. W czasie swojego krótkiego życia nie raz mówił:

Wokół chorych, biednych, wokół nieszczęśliwych, widzę pewien rodzaj światła, którego my nie mamy?

Ale i dziś, jego nieskonczona obecność w Świetle Trójcy przynosi nam – ubogim na różny sposób – światło. Tak, w całej mojej ludzkiej biedzie, mocno tego światła potrzebowałem i doświadczyłem. Swój wózek mogę ciągnąć dalej.

35_47-960x400

Po drodze wiele przeszkód, ale na tym dominikańskim wózku nie brak „beczki z winem” – symbolu radości. Frassati hojnie ją rozlewa do ludzkich serc, na wzór św. Ojca Dominika, który tym radosnym trunkiem – bywało – raczył dominikańskie mniszki, gdy wracał z wędrownego głoszenia.

Cel, dla którego jesteśmy stworzeni wskazuje nam droga usłana wprawdzie wieloma cierniami, ale nie jest to droga smutna: jest ona radością nawet poprzez boleści

– pisał w Liście do swojej siostry Luciany 14 lutego 1925 roku.