Papież Franciszek w swoim pierwszym przemówieniu wczoraj na Wawelu ujał mnie swoją uważnością. To bardzo krótkie przemówienie Ojca Świętego ujawniło ogromne zrozumienia dla „polskiej duszy”. Mam na myśli przede wszystkim słowa o tożsamości i pamięci, na co już zwrócił uwagę ojciec Wojtek Surówka.

Zapachniało mi, nie tylko ze względu na użyte słowa, książką Jana Pawła II – „Pamięć i tożsamość”. I zastanawiałem się, na ile Franciszek inspirował się tym właśnie tekstem, mówiąc o „żywym zmyśle historycznym papieża Jana Pawła II”. W zwięzłej wypowiedzi Ojca Świętego, w której padły słowa o pamięci pozytywnej, o humanizmie i duchowości Polaków, wolnej od manii wyższości, ewidentnie zabrzmiało Wojtyłą. Pozwolę sobie przytoczyć fragment z „Pamięci i tożsamości”, do którego już nie raz nawiązywałem:

Naród jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem… Bogaty każdym (…) Tożsamość kulturalna i historyczna społeczeństw jest zabezpieczona i ożywiona przez to, co mieści się w pojęciu narodu. Oczywiście, trzeba bezwględnie unikać pewnego ryzyka: tego, ażeby ta niezbywalna funkcja narodu nie wyrodziła się w nacjonalizm. XX stulecie dostarczyło nam pod tym względem doświadczeń skrajnie wymownych, również w świetle ich dramatycznych konsekwencji. W jaki sposób można wyzwolić się od tego zagrożenia? Myślę, że sposobem właściwym jest patriotyzm. Charakterystyczne dla nacjonalizmu jest bowiem to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych. Patriotyzm natomiast, jako miłość ojczyzny, przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowanej miłości społeczne (…) Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka, czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna.

Papież Franciszek nawiązująć do rocznicy 1050-lecia chrztu Polski, do której dziś będzie nawiązywał na Jasnej Górze, mówił o pamięci i tożsamości otwartej na odnowienie i przyszłość. Pozytywna pamieć, to pamięć przerobiona wewnętrznie, osobiście i społecznie. Pamięć historyczna człowieka i narodu musi przejść trud uzdrowienia mocą przyjętej ewangelii, który otwiera a nie zamyka. Jeśli, jako Polacy, tak chętnie odwołujemy się jednocześnie do historii i do chrześcijaństwa, to te dwie rzeczywistości muszą się spotkać w tajemnicy paschalnej. Pascha to przejście ze śmierci do życia. Lubimy się „delektować” bolesną historią, ale jeśli jesteśmy chrześcijanami, to ona nie może nam przeszkadzać żyć w pojednaniu z innymi. Zmartychwstały Chrystus w wieczerniku staje przed uczniami, pokazując im swoje rany – bolesny zapis jego historii: zdrady i zaparcia się uczniów, opuszczenia i śmierci. Rany Jezusa jednak nie oskarżają. W Jego ranach jest prześwit, który odsłania szeroki horyzont Bożego Miłosierdzia. Chrystus z powodu swojej historii nikomu nie złożeczy, ale hojnie błogosławi. Na tym właśnie polego pozytywna pamięć, na którą w pierwszych słowach uwrażliwia nas papież Franciszek. Pozytywna pamięć, poddana ewangelii – temu właściwemu dziedzictwu chrześcijństwa, do którego tak chętnie się odwołujemy, wolna jest od poczucia wyższości, arogancji i skupienia się na rozliczeniu innych. Nie rozliczenie, ale przebaczenie było głównym motywem listu biskupów polskich do niemieckich, który przywołał właśnie Franciszek.

z19182420Q,Cover

Papież wskazał też to zasadnicze z lekarstw „przepisywane” na negatywną pamięć. To wdzięczność, którą -jak zauważył papież – widzimy u Żydów wracających z wygnania Babilońskiego, a którą potem wyśpiewa w imieniu wszystkich anawim Pana Maryja w Magnificat. Dziękczynie wyzwala z bolesnej pamięci, podreślił Franciszek na Wawelu, bowiem:

mocna nadzieja i ufność w Tym, który kieruje losami narodów, otwiera drzwi zamknięte, przekształca trudności w szanse i stwarza nowe scenariusze tam, gdzie wydawało się to niemożliwe.

W Księdze Nehemiasza mamy opis, jak Izraelici przybyli z wygnania do zburzonej Jerozolimy. Dramatyczne było ich „dziś”: bez większych perspektyw na lepsze „jutro”. W tej sytuacji Nehemiasz wraz z Ezdraszem zarządzają świętowanie.
Zebrali lud, by słuchał świętych dziejów narodu wybranego. Lud słuchał w skupieniu, popłynęły łzy. Żydzi zaczęli rozumieć gorzkie „teraz” jako etap na drodze do lepszego „jutra”. Odzyskiwali równowagę ducha. Rozradowały się ich serca, doświadczyli wewnętrznego pokoju i równowagi. Pełni wdzięcznego serca, mogli z ufnością, na nowo, przyjąć swoje „dziś”: „Radość w Panu jest waszą ostoją” (Ne 8,10).

Nie wydawaj duszy swej smutkowi
ani nie dręcz siebie myślami.
Radość serca jest życiem człowieka,
a wesołość męża przedłuża dni jego.
Wytłumacz sobie samemu, pociesz swoje serce,
i oddal długotrwały smutek od siebie;
bo smutek zgubił wielu
i nie ma z niego żadnego pożytku
(Mdr 30,21–23).

Liturgia Kościoła podpowiada nam, poza Eucharystią, jeszcze inny „sposób” na podtrzymywanie dziękczynienia, które
chroni przez smutkiem, goryczą i narzekaniem. Na to jesteśmy szczególnie narażeni przy końcu dnia. Dlatego każdego wieczoru stojąc przed Bogiem po całym trudzie dnia, dobrze jest zanurzyć się w modlitwie dziękczynienia, która przynosi ukojenie i odpoczynek. Święty Bedy Czcigodny przypomina w jednej ze swoich homilii:

Dlatego piękny zaprawdę i wielce użyteczny powstał w Kościele zwyczaj śpiewania przez wszystkich hymnu Maryi każdego dnia w wieczornej modlitwie chwały, aby częstym wspominaniem Wcielenia Pańskiego umysły do pobożności zapalić oraz utwierdzić je w cnotach częstym rozważaniem przykładu życia Bożej Rodzicielki. I bardzo dobrze jest odmawiać ten hymn wieczorem, albowiem utrudzona całym dniem i pochłonięta jego kłopotami dusza potrzebuje wraz z nadchodzącym czasem spoczynku wewnętrznego skupienia.