Usłyszane na Białorusi, w 1994 roku, w czasie pielgrzymki z Mińska do Budsławia …

budsl.5 budsl.4 budsl.6   budds.3

(fot. Anatol Klaszczuk)

Tych kilka słów powstało po pielgrzymce z Mińska do Budsławia, kiedy tak wędrowaliśmy w spiekocie dnia. Od tego wydarzenia minęło już ponad rok, ale myślę, że warto przedstawić tę historię. Tamara co chwilę wycierała mokre od łez policzki, i mówiła że te słowa wdzięczności należą się przede wszystkim jej mamie.

Ojcze, życie mnie nie rozpieszczało, od samego początku przeszłam gehennę. Teraz kiedy mówię te słowa, aż trudno mi uwierzyć, że po prostu mnie mogłoby nie być. Ja na  ten świat przyszłam zupełnie niechciana przez nikogo, no chyba tylko tego chciał sam Bóg. Moją mamę zgwałcił w obozie koncentracyjnym faszysta.  Było to w Muldorfie, mama zaszła w ciążę. Ona doszła do wniosku, że mnie należy urodzić, mimo że więźniarki z bloku namawiały ją do tego aby mnie zabić. Mama nie wyrzekła się mnie, ale postanowiła mnie wychować. Urodziłam się w tym obozie na początku wiosny 1945.

Wkrótce przyszło wyzwolenie, amerykanie którzy tutaj przyszli wysłali nas do ojczyzny. Wiele kobiet, które wyjeżdżały do domu po wyzwoleniu a które miały małe dzieci, starały się pozbyć tych dzieci. Kiedy pociąg towarowy przejeżdżał przez most na Renie, przez dziury w wagonach wyrzucały maleństwa do rzeki. Moja mama nie zrobiła tego. Bardzo bała się Boga. Ona zawsze była osobą wierzącą.

To co ona przeżyła przeze mnie, po przyjeździe do Mińska, to jeden Bóg wie. W kraju KGB nie dawało jej spokoju. Biedną kobietę ciągle brali na przesłuchania. Do dzisiaj ma na ciele widoczne ślady tych przesłuchań, czerwone pręgi na plecach. Mimo tego wszystkiego wychowywała mnie, nie oddała mnie do domu dziecka.

Schylam głowę przed nią, to osoba bardzo prosta, to ona dała mi życie i zachowała je. To ciekawe, ale ona nigdy nie z mojego powodu nie płakała, nie przeklinała losu, Pana Boga…

Myślę, że także to jej powinny być wdzięczne moje dzieci, pięciu synów, których by nie było gdybym ja nie żyła. Starszy ma 27 lat, a najmłodszy 12. Wszyscy oni, to wspaniali chłopcy, zdrowi, dobrze się uczą. Dwóch uczy się za granicą. Chcę także powiedzieć, że nie ma z nimi żadnych problemów, chociaż przez długie lata wychowuję je sama. Mój mąż dawny sportowiec, zginął 9 lat temu. Ludzie mówią, „ona samotnie wychowuje dzieci”, ale to tylko tak jest przyjęte mówić; ja  wiem, że nam zawsze pomaga Pan Bóg. Moje dzieci bardzo dobrze to rozumieją, dlatego też ich stosunek  do wiary jest bardzo prawdziwy.

Oczywiście trudności w życiu były i są, od nich nie uciekniemy. Na swój los ja też nie narzekam. Ja bardzo lubię życie, przecież one tyle kosztowało. Bardzo szanuję życie drugiego człowieka – życie swoich dzieci. Rodziłam tyle dzieci, ile dawał Bóg. Niektórzy, „życzliwi”, śmiali się ze mnie,  mówili: „Co ty tak te dzieci rodzisz, po co dzisiaj tyle dzieci!”

Ale ci co tak mówili, chyba nie wiedzieli co mówią, oni godni są pożałowania. Jeśli ktoś myśli, że dywany, kryształy, dacza, samochód mają większą wartość, dają więcej radości niż dzieci, jest w wielkim błędzie.

Czas szybko leci, ci co tak myśleli i śmiali się ze mnie, z moich dzieci, teraz mi zazdroszczą. U pewnej rodziny, ich jedyne dziecko, syn siedzi w więzieniu. Tego bogactwa, które było w domu, było niewystarczająco, za mało, chciał więcej …

U innej rodziny, jedyna córka prowadzi się „nieprzystojnie”, a teraz to nawet gdzieś zniknęła.

Rodzice tych dzieci ciągle płaczą, przecież na stare lata nawet nikt im nie poda szklanki wody. To smutne i straszne zarazem.

Niech ta moja historia, drogi Ojcze będzie moim świadectwem, że mimo wszystko warto iść za głosem swojego sumienia, nawet tak jak moja mama, która bała się Boga, i tylko z bojaźni przed Nim mnie nie  zabiła …