Liberalna ustawa poprzedniej koalicji

Poprzedni rząd wprowadził niezwykle liberalną nawet jak na warunki europejskie ustawę dotyczącą in vitro. Przed jej wprowadzeniem prawo nie regulowało tej procedury, to znaczy nic nie mówiło na temat tego kto może korzystać z zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego i jakie kryteria medyczne powinny być przestrzegane przy jego wykonywaniu. Nie było to dobre, można bowiem było robić, co się rzewnie podoba. Do in vitro mogły się teoretycznie zgłaszać nie do końca odpowiedzialne pary, kobiety i mężczyźni w nieustabilizowanych związkach, samotne zdesperowane kobiety. Zarodki można było niszczyć, istniało ryzyko handlowania materiałem genetycznym. 

Poprzedni rząd stanął zatem przed koniecznością zmiany tego stanu rzeczy. Za to, że przed problemem nie schował głowy w piasek należy mu się uznanie, jednak liberalizm nowej ustawy budzi do dziś nie małą konsternację.

Takiego rozwiązania można się było z resztą po rządzącej koalicji spodziewać. Platforma Obywatelska bowiem parła w kierunku liberalizmu światopoglądowego, a w końcu oderwała się od rzeczywistości. Spektakularnym tego wyrazem było usunięcie z ministerialnego gabinetu Michała Królikowskiego tylko dlatego, że przeciwstawił on pojęciu neutralności światopoglądowej pojęcie bezstronności państwa, oraz że ośmielił się dostrzegać w preambule konstytucji obecność myśli chrześcijańskiej. Za rządów PO -PSL przeforsowano też budzącą poważne zastrzeżenia nie tylko w środowisku katolików konwencję antyprzemocową. Potem bez debaty społecznej wprowadzono jeszcze bardziej kontrowersyjną ustawę o in vitro. Było to jakby uwieńczenie nowej polityki społeczno-obyczajowej.

Polityka rugowania przekonań obywateli

Równie niepokojący był sposób działania rządu. Pokazał on coś bardzo ważnego, mianowicie to, że w Polsce politycy  różnych z resztą partii – nie do końca rozumieją, iż demokracja obywatelska i bezstronność światopoglądowa państwa nie polegają na rugowaniu przekonań obywateli, lecz na ich uwzlędnianiu i poszanowaniu.

Ostatecznie, nie mały procent Polaków uznał, że nie jest już wstanie głosować na rząd, który się z nimi nie liczy. Wielu tych, którzy wcześniej nie głosowali na PiS tym razem zagłosowało. Można nawet zaryzykować i powiedzieć, że zdeklarowani katolicy nie mieli jakby wyboru. Rząd upadł. Nadzieje, że PO stanie się partią chrześcijańską ostatecznie prysły.

Demokracja bez debaty społecznej

Szkoda, że tak zwana ustawa o in vitro powstała w zaciszu ministerialnych gabinetów, bez poważnej debaty społecznej. Tym bardziej, że wkracza ona w bardzo ważne obszary życia i moralności. Debaty społecznej na ten temat nie było, był za to monolog wynajętych ekspertów, prywatne opinie dziennikarzy i odgórne ustalenia władz. W wywiadach telewizyjnych mogliśmy jeszcze nie dawno usłyszeć, że potrzeba dobroci i empatii wobec par chcących mieć dziecko jest dużo ważniejsza niż dylematy moralne. Byłby to owszem ze wszech miar słuszny postulat, ale tylko wtedy, gdyby nie pomijał kwestii instrumentalizacji zarodków, oraz dysocjacji intymnych więzi rodzicielskich w tzw. in vitro. Jenak zamiast debaty mieliśmy tani i sentymentalny populizm, politycy prześcigali się w dobroci i litości wobec bezpłodnych par marginalizując ich problemy moralne i zagubienie co do sposobu zaradzenia własnej niepłodności.

Wymuszona poprawność polityczna

W Polsce presja do zachowywania poprawności politycznej wydaje się jest niezwykle silna i bardziej chyba przemożna niż w ustabilizowanych demokracjach nawet bardzo liberalnych.Tych, którzy myśleli inaczej o in vitro niż mówiły media niejednokrotnie ośmieszano lub marginalizowano. Byliśmy świadkami nie jednej takiej debaty telewizyjnej i radiowej. W efekcie z jednej strony mieliśmy głos Kościoła i dylematy etyczne zwykłych ludzi, a z drugiej strony pewniactwo rządu i wspierających go dziennikarzy kreślących nowe standardy obyczajowe.

Marginalizowanie stanowiska katolickiego

Preambuła polskiej konstytucji mówi, że jednym z podstawowych źródeł uniwersalnych wartości stojących u fundamentu naszego państwa jest wiara w Boga, oraz że jest nim również dziedzictwo chrześcijańskie. Stąd trudno wyobrazić sobie prawdziwą debatę społeczną w Polsce bez uwzględnienia głosu katolików i Kościoła, który oni tworzą. W zachodnich demokracjach, zwłaszcza amerykańskiej ważną rolę odgrywają instytucje religijne, które wyrażają i kształtują poglądy obywateli. W naszym kraju około dziewięćdziesiąt procent mieszkańców uważa się za katolików. Tymczasem politycy byłego obozu władzy pomijali stanowisko katolickie. Było ono z góry wykluczane z debaty lub pobłażliwie traktowane jako nieracjonalny przeżytek. Efektem jest liberalna ustawa nie akceptowana przez katolickie społeczeństwo.

Rozwiązania w innych państwach

Dziś Polska stoi przed potrzebą nowego ustawowego uregulowania spraw biomedycznych. Próbując zrozumieć problem bezpłodności i in vitro warto przyjrzeć się rozwiązaniom prawnym tych państw, które bardziej niż obecna polska ustawa chronią życie i strzegą dobra dziecka.

I tak dla przykładu w Niemczech, Irlandii, Austrii i Szwajcarii nie można wytwarzać zarodków nadliczbowych, a co za tym idzie nie można też ich zamrażać. Nie we wszystkich krajach dopuszczalna jest diagnostyka przedimplantacyjna jeśli się nie ma do czynienia z ryzykiem poważnych chorób genetycznych – tak jest w Niemczech i Irlandii. W Niemczech, Szwecji i Austrii niemożliwe jest też, aby tak zwany dar nasienia był całkowicie anonimowy. Uchylenie anonimowości wynika z uwzględnienia podstawowego prawa dzieci do poznania biologicznych rodziców i drzewa genealogicznego. Dar owocytów zabroniony jest, oprócz tych dwóch państw również w Irlandii, Norwegii, Szwecji i Szwajcarii. W takich państwach jak Niemcy, Austria, Francja, Norwegia, Szwecja, Szwajcaria niemożliwe jest tak zwane „wypożyczanie macicy”.

Te dane coś już mówią, dają na pewno do myślenia.

Racjonalny głos Kościoła

 Dokumenty Kościoła odwołują się do badań naukowych wskazujących na negatywne skutki zdrowotne i społeczne prokreacji wspomaganej, takie jak na przykład : zwiększenie ryzyka występowania chorób i wad rozwojowych u płodu, fałszowanie relacji pochodzenia, pozbawianie dziecka wiedzy na temat własnego drzewa genealogicznego, osłabianie relacji małżeńskich i rodzicielskich poprzez odwoływanie się do dawców gamet, handlowanie embrionami i materiałem genetycznym, a nawet usługami reprodukcyjnymi. 

Jan Paweł II, Benedykt XVI i obecny papież wielokrotnie zabierali głos w sprawie zapłodnienia pozaustrojowego odwołując się do ich racjonalnych argumentów.

Uwzględniając ich głos moglibyśmy dziś w Polsce skonstruować nowoczesne prawodawstwo regulujące kwestię in vitro. Racjonalna argumentacja daje szansę osiągnięcia kompromisu.