Wakacje to czas podróżowania. Kiedy byłem studentem teologii lato spędzaliśmy z braćmi na obozach wędrownych. Zazwyczaj nie mieliśmy dokładnego planu. Znany był tylko początek wędrówki, a potem wszystko zależało od tego, jak daleko byliśmy w stanie dojść. Często spaliśmy w namiotach, które nosiliśmy ze sobą, ale zdarzało się również, że schodziliśmy do wsi lub miasteczek, żeby poprosić o nocleg przy parafii.

Nigdy nie wiedzieliśmy jakie spotka nas przyjęcie. Najczęściej proboszczowie otwierali przed nami plebanię, nie rąbiąc żadnych problemów. Pewnego razu doszliśmy do Dukli. Jest tam kościół parafialny w centrum miasteczka i trochę na uboczu klasztor franciszkanów. Postanowiliśmy pójść do nich. Bracia przyjęli nas bardzo gościnnie. Spędziliśmy tam dwa albo trzy dni, chodząc po okolicznych górach. Odwiedziliśmy pustelnię św. Jana z Dukli. Kiedy wyjeżdżaliśmy chcieliśmy w ramach podziękowania zostawić ofiarę na klasztor. Brat, który był odpowiedzialny za gości nie wziął pieniędzy. Zamias tego dał nam jeszcze niewielką sumę, mówiąc, że to my jesteśmy w dordze i nam pieniądze będą bardziej potrzebne.

cebc7869899254e629804b27dd89c944

Ostatnio często czytam informacje o tym, że Polacy nie chcą przyjmować uchodźców z Syrii i Ukrainy. Jestem przekonany, że otworzenie dla nich naszych granic, jest tym minimum chrześcijańskiej solidarności, które powinniśmy okazać.