Wracając z Moskwy do Warszawy odwiedziłem znajomych w Mińsku. Tego lata władze miasta postanowiły uczcić rocznicę urodzin Jana Sebastiana Bacha. W podziemnych przejściach i na stacjach metro artyści mińskiej filharomonii grali utwory niemieckiego kompozytora. Niestety nie spoktałem żadnego z nich. Akcja zakończyła się do mojego przyjazdu. Natomiast wybrałem się na koncert barokowej muzyki, podczas którego dowiedziałem się o szlachetnej inicjatywie władz miejskich. Koncert miał miejsce na placu przed ratuszem.

Muzyka Vivaldiego i Bacha unosiła się nad zabytkami starego Mińska i nad socjalistycznymi kamienicami. Cieszy fakt, że coraz więcej z otaczającej nas rzeczywistości przypomina arie Bacha, a nie Międzynarodówkę. Gdy słuchałem koncertu przypomniała mi się historia poety Aleksandra Wata, który przetrzymywany w areszcie na Łubiance usłyszał fragment Pasji św. Mateusza : „Gdzieś przed Wielkanocą zaprowadzono nas na dach – nie wiem, dlaczego – pierwszy raz jeszcze za dnia, to znaczy był już półmrok, zmierzch. (…) Odczułem przedwiośnie, odczułem jeszcze muzykę. Wyobraź sobie, na Wielkanoc radio nadało Bacha Pasję św. Mateusza. (…) Natura zmartwychwstaje. W muzyce, którą słyszę, w tej jakiejś nadbudowie wyższej, Bóg zmartwychwstaje. Jest zgodność między mną – naturą, która zmartwychwstaje, a Bogiem, który też zmartwychwstaje”.

Jest jakaś nadzieja w tych słowach człowieka więzionego w stalinowskim areszcie. Nadzieja na to, że nasza natura pozostaje w relacji do Boga. I ten tajemniczy związek odkrywamy również dzięki muzyce. Ciekaw jestem, czy muzyka Bacha w mrocznych podziemnych przejściach breżniewowskiego metro napełniła czyjeś serce nadzieją.

DSC_01531