Niedawno dotarło do mnie, że papież emeryt będzie obchodził swoje 90 urodziny na Wielkanoc. Przyszedł na świat w Wielką Sobotę 16 kwietnia 1927 roku. Domyka się los człowieka, życie dobiega kresu i powraca do swoich początków. Kres nie jest tylko otwarciem na nieskończone, wychyleniem ku nadziei życia wiecznego, ale równocześnie i w sposób konieczny, związany jest z początkiem. W rozmowie z Peterem Seewaldem kardynał Ratzinger wspominał: „To chyba dobrze, że urodziłem się w wigilię Wielkanocy, kiedy Wielkanoc jest tuż tuż, ale jeszcze nie nadeszła, jeszcze kryje się za zasłoną. To bardzo dobry dzień, który w jakimś sensie zapowiada moją wizję dziejów i moją własną sytuację: u progu Wielkanocy, która jednak jeszcze nie nadeszła”.

Małego Josepha ochrzczono cztery godziny po narodzeniu. Przed soborem nie celebrowano jeszcze Wigilii Paschalnej, dlatego w sobotę przed południem święcono wodę, która później przez cały rok służyła jako woda chrzcielna. Ochrzczono go zaraz po poświęceniu wody w Wielką Sobotę. Dla samego kardynała fakt ten posiada głębokie znaczenie. Szczególnie mocno związał go z wielkanocnym świętem i połączył jego narodziny z sakramentem chrztu. Kres naszego życia, wiąże się z jego początkiem w chrzcie świętym. „Nasza ostateczna cielesna śmierć jest zatem ostatecznie niczym innym, jak dotarciem do kresu naszego chrztu. Teologia śmierci jest teologią chrztu, a teologia chrztu jest teologią śmierci” – ponad pięćdziesiąt lat później pisał prof. Ratzinger.

Tak naprawdę umieramy wtedy, gdy zanurzamy się w wodach chrztu. „Zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć” (Rz, 6,3). Nasze umieranie, które jako stały proces kształtuje i przenika nasze życie, nie jest już tylko naszym własnym umieraniem, ale począwszy od chrztu działaniem łaski Boże w nas. „Cały proces umierania, jeśli go z wiarą zaakceptujemy, jest naszym realnym i dopiero na łożu śmierci docierającym do końca przyjęciem chrztu”. Kres naszego życia, jest zarazem kresem naszego chrztu. Joseph Ratzinger od początku stał u progu tej wielkiej tajemnicy.