Dziś w Krakowie zostali wyświęceni na kapłanów moi współbracia. Szperając w starych notatkach znalazłem felieton, który napisałem po odejściu ojca Jana Góry na „duszpasterską emeryturę”. Wielu dominikanów zawdzięcza mu swoje kapłaństwo. Powołania rodziły się wokół niego, a on szedł dalej, pociągany kolejną wizją duszpasterską. Tak było również w moim przypadku. I chwała mu za to! Budził w nas mieszane uczucia. Jedni bezkrytycznie kochali go, inni nie cierpieli. Wspominając tamte spotkania chciałbym podzielić się z moimi braćmi neoprezbiterami kilkoma słowami-wskazówkami, które zapamiętałem podpatrując ojca Jana. Mnie one inspirują do dziś.

Wiara – jedno z pierwszych zdań, które usłyszałem od ojca Jana brzmiało: „Wiara nie jest czymś prywatnym, jest to moja osobista wiara, ale wyznawana w Kościele i świadczona przed światem”. Była to jedna z najważniejszych lekcji katechezy, którą usłyszałem. Proste słowa, ale powiedziane w odpowiednim momencie. Wiara jest siłą, która przemienia świat.

Kultura – kiedy pojechałem po raz pierwszy na Jamną, byłem zauroczony nie tylko pięknem przyrody, ale również pięknem sztuki, która nas otaczała. Podczas procesji na uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej studenci szli do ołtarza niosąc drewniane figury świętych dominikańskich. Nie były to gipsowe sztampowe figurki lecz świątki, z których każdy miał indywidualny charakter i wyraz twarzy. Wiara wciela się w kulturę, która jest dziełem myśli i rąk człowieka.

Historia – wieczorami ojciec Jan opowiadał różne historie. Czasem o męczennikach, czasem o swoich znajomych, o dziejach Polski. W tym stwierdzeniu „opowiadać historię” zawierało się chyba jego podejście do dziejów, które były dla niego żywe tylko wtedy, gdy ktoś o nich opowiadał. Historia dzięki temu stawała się żywa, nie była jedynie zamkniętą księgą, ale częścią życia wspólnoty. Historia w ten sposób stawała się moją historią.

Kapłaństwo – myślę tu o szczególnym rysie kapłaństwa, który ojciec Jan zaczerpnął chyba od kard. Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II, a mianowicie o ojcowskim rysie kapłaństwa. Pierwszy raz o Promieniowaniu ojcostwa Karola Wojtyły usłyszałem od niego. Myślę, że ta przestrzeń życia kapłańskiego jest największym wyzwaniem. Ojcostwo jest stałym niepokojem o tych, których Bóg nam powierzył.

Śpiew – odkrycie prawdy, że śpiew jednoczy. Ojciec Jan zmuszał do śpiewania pieśni biesiadnych, nie solowych. Wydaje się, że jest to zapomniana tradycja. Zagubiliśmy gdzieś umiejętność śpiewania wspólnie. Zapomnieliśmy również wiele z naszych starych kościelnych pieśni. Winę za ten fakt ponosił również ojciec Jan (co sam wielokrotnie przyznawał), sprowadzając do Polski kanony Taizé.

Twórczość – twórczość jest upodabnianiem się do Boga Stwórcy. Jednak przedmiotem naszej twórczości powinien być przede wszystkim człowiek, czyli ja sam.

Słabość – nie wstydzić się słabości. W filmie Góra Góry, opowiadającym historię Jamnej, pod koniec filmu jedna z dziewczyn decyduje się powiedzieć ojcu Janowi o tym, że wstępuje do zakonu. Reakcja ojca jest kapitalna: „A co ze mną?”. Słabość nie jest czymś wstydliwym. Słabość wyzwala chęć pomocy, a tym samym łączy ludzi.

Zakon – uczyłem się Zakonu, słuchając anegdot ojca Jana. Duża część została potem zamieszczona w książce „Idź, albo zdechnij”. Był to świat, który już nie istnieje. Świat księży i zakonników, tworzących historię mojej prowincji i mojego Kościoła. Jednak jest w niej przekazany również pewien ideał, który bardzo mnie pociąga, ideał wyrażony w tytule książki. Jest w nim coś niemodnego, coś co odsyła nas do takich pojęć jak powinność, honor, posłuszeństwo, a co ja nazywam „duchowością inżynieryjną”. Twórczość musi posiadać podstawy w inżynierii. Budowla nie może być jedynie piękna, musi zachowywać porządek architektoniczny, inaczej wszystko się zawali.

Bez wakacji – i na koniec jedna z najważniejszych lekcji: „Od czasu kiedy zostałem duszpasterzem nie miałem prawdziwych wakacji”. I nie było to powiedziane z żalem czy rozgoryczeniem. Ksiądz nie ma wakacji. Przypomina mi się jeszcze inny duszpasterz Karol Wojtyła. Kiedy był przemęczony i Wanda Półtawska biegała za nim z rutinoscorbinem i zachętą do odpoczynku, odpowiadał krótko: „Nie ma odpoczynku, jest całopalenie”.