Prorokinią Marią nazywał ją ojciec Jan Góra. Kiedy spotkał się z nią w Częstochowie w domu macierzystym Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, Maria Okońska opowiedziała mu następującą historię:

„Byłam na Podhalu i późnym wieczorem spotkałam mężczyznę. Nigdy nie zaczepiałam w życiu obcych mężczyzn, ale wtedy wyjątkowo, coś mnie tknęło. «Co robi pan o tak późnej porze tutaj, sam?». «Szukam człowieka». «Jak to pan szuka człowieka? W Polsce katolickiej pan szuka człowieka? A kim pan jest?». «Jestem Jezusem». Pani Maria trzykrotnie powtórzyła tę historię. Po spotkaniu wręczyła ojcu Janowi ryngraf z Matką Boską Częstochowską i poleciła, by trzymał go pod poduszką. Zmarła dwa dni po ich spotkaniu.

Na dwa miesiące przed jej śmiercią odwiedziłem ją w Częstochowie. Marzyłem o tym spotkaniu od czasu przeczytanie jej pamiętników. Opowiedziała mi tę samą historię o człowieku spotkanym w górach. Widocznie miała ona dla niej szczególne znaczenie, skoro na krótko przed śmiercią tak często do niej wracała. Jakby chciała zostawić nam w tej opowieści swoje przesłanie. Testament prorokini Marii. Po przeczytaniu relacji Jana Grzegorczyka zamieszczonej w książce „Święty i błazen” sięgnąłem do notatki, którą zrobiłem po moim spotkaniu z Marią Okońską. Zapisałem ją czerwonym atramentem i schowałem do brewiarza. Historia, którą ja usłyszałem różni się jednym niezwykle ważnym szczegółem, który wyjaśnia dlaczego pani Maria mówi o „Polsce katolickiej”. Na pytanie „Co pan tu robi?” Jezus odpowiedział: „Szukam człowieka, który odda mi się całkowicie”. To właśnie całkowite oddanie Jezusowi Chrystusowi pozostawiła nam pani Maria jako przesłanie swojego życia.

Podczas pożegnania wręczyła mi ryngraf z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej. Nie prosiła, żebym trzymał go pod poduszką, ale powiedziała: „To prezent od naszego Ojca, od Prymasa, przez ręce Marysi”.