Prowadząc wykłady z mariologii spotykam się czasem z pytaniem, czy ktoś poza Matką Bożą może zostać wniebowzięty. Wydawać by się mogło, że tak, skoro Biblia mówi o Henochu i Eliaszu, że zostali porwani do nieba. Z drugiej strony, należałoby jednak dokładniej przyjrzeć się nauczaniu Kościoła.

Dogmat o Wniebowzięciu Matki Bożej opiera się o dwie tajemnice: Bożego Macierzyństwa oraz Niepokalanego Poczęcia. Nie chodzi więc tylko o bliskość z Bogiem, o szczególną więź duchową, czy przebywanie z Nim twarzą w twarz, ale o zachowanie od grzechu pierworodnego, oraz wybranie Maryi z Nazaretu do bycia Matką Syna Bożego. Dlatego Kościół od samego początku wierzył, że Matka Boża została wzięta do nieba z duszą i ciałem, natomiast nigdy w podobny sposób nie wypowiadał się o innych ludziach, nawet o wielkich świętych. Dla nich została zarezerwowana kategoria „przebóstwienia” (theosis). W przypadku „wniebowzięcia” mężów starotestamentalnych, możemy mówić raczej o ich śmierci, która dokonała się w bliskości Boga, a nie o realnym wniebowzięciu z duszą i ciałem. Pominę kwestie egzegetyczne, których nie da się streścić w dwóch zdaniach, zastanawia mnie tylko, dlaczego Kościół nigdy nie stwierdził wniebowzięcia jednego ze świętych na przestrzeni dwóch tysięcy lat? Jestem przekonany, że w naszych osobistych intuicjach, którymi dzielimy się publicznie, powinniśmy brać pod uwagę zarówno wiarę Ludu Bożego, jak i orzeczenia doktrynalne Kościoła.

Wniebowzięcie kogoś innego poza Matką Bożą wiąże się z kwestią zmartwychwstania ciał. Kościół wierzy, że dokona się ona w dniu chwalebnego przyjścia Chrystusa, a „uwielbienie ciała Dziewicy jest uprzednie w stosunku do uwielbienia, jakie jest przeznaczone dla wszystkich zbawionych”. W XX wieku niektórzy z teologów zaproponowali hipotezę zmartwychwstania człowieka w momencie śmierci. W odpowiedzi na te poglądy Kongregacja Nauki Wiary w 1979 roku wydała dokument, w którym potwierdziła nauczanie Kościoła i jasno stwierdziła, że „Kościół oczekuje, zgodnie z Pismem Świętym, «chwalebnego ukazania się Pana naszego Jezusa Chrystusa», które uważa jednak za odrębne i późniejsze w stosunku do sytuacji ludzi zaraz po śmierci”. Uwielbienie naszych ciał dokona się w momencie chwalebnego przyjścia Chrystusa, a nie w jakimś innym momencie. Nie może więc być mowy o zabraniu ciała do nieba przed powtórnym przyjściem Chrystusa.

Niedawno ojciec Adam Szustak, komentując zaginiecie w Alpach ks. Krzysztofa Grzywocza dzieli się z nami przekonaniem, i nie jest to „ani żart, ani niepoważne traktowanie togo, co się wydarzyło”, że „Krzysiu nie zaginął, Krzysiu nie zginął, Krzysiu został wniebowzięty”. Ojciec Adam jest przekonany, że wniebowzięcia są możliwe, że można tak żyć, można być tak blisko pana Boga, że zostaje się wciągniętym do nieba w śmierci, albo w ogóle przed śmiercią. Wierzy, że przypadki, o których czytamy w Starym Testamencie, czy też to, co dokonało się w życiu Matki Bożej, „ciągle się dzieje”.

Tego typu nadzieje na wniebowzięcie nie tylko trudno uzgodnić z nauczaniem Kościoła, ale mogą one również wprowadzać zamęt w sercach ludzi, których bliscy zaginęli. Ojciec Adam jest przekonany, że „część ludzi która zaginęła, część ludzi, którzy po prostu zniknęli i szuka się ich latami (…) to nie są wypadki, ale Pan Bóg zabrał tych ludzi do siebie”. Warto byłoby się zastanowić nad tym jak słowa te będą przyjęte przez ludzi, których bliscy zaginęli i nie odnaleźli się. Kościół ma nieść ludziom nadzieję, ale nie może to być nadzieja złudna. Każdy powinien mieć czas na żałobę, na pochowanie zmarłego, nawet w sposób symboliczny. We wspomnianym już dokumencie Kongregacji czytamy, że „Kościół wyklucza wszelką formę myśli lub wyrazu, która czyniłaby niezrozumiałymi i niedorzecznymi modlitwy i obrzędy pogrzebowe oraz kult zmarłych”.

Dzielenie się publicznie takimi intuicjami wydaje się pochopne i nie do końca przemyślane. Jest to znakomity przykład tego, co ojciec Jacek Salij nazywa „majsterkowaniem w wierze” Kościoła. Wypowiadając się na tematy doktrynalne powinniśmy poważnie brać pod uwagę wiarę Ludu Bożego, nauczanie Kościoła oraz stan ludzkich serc. Jeśli zaniedbamy, któryś z tych elementów, a nie daj Boże wszystkie trzy, zamiast nadziei możemy siać zamęt.