W weekendowym wydaniu Rzeczpospolitej możemy przeczytać ciekawy tekst Cezarego Kościelniaka, w którym autor analizuje skład kolegium kardynalskiego w kontekście przyszłego konklawe. I choć nie zapowiada się, że będzie ono zwołane niebawem, warto zastanowić się nad „polityką” nominacji kardynalskich. Papież Franciszek świadomie docenia peryferie Kościoła. W ostatnim czasie do grona purpuratów dołączyło wielu hierarchów spoza Europy, jak również osoby, które w sposób szczególny są świadkami kościoła cierpiącego, np. albański ksiądz Ernest Simoni, czy nuncjusz apostolski w Syrii biskup Mario Zenari. Nie ulega wątpliwości, że nominacje kardynalskie mają również symboliczne znaczenie. Przynajmniej od czasów Leona XII, który przychylając się do próśb licznych świeckich, swoim pierwszym kardynałem mianował Johna Henry Newmana.

W tekście najbardziej zastanowiło mnie zwrócenie uwagi na małą ilość polskich kardynałów, którzy będą uczestniczyli w przyszłym konklawe. W 2019 roku kardynałowie Dziwisz i Grocholewski kończą 80 lat i tracą prawo do czynnego głosowania. Pozostają tylko kardynałowie Nycz i Ryłko. Słusznie Autor zwraca uwagę, że kapelusz kardynalski mógłby otrzymać arcybiskup krakowski Marek Jędraszewski i Przewodniczący KEP abp. Stanisław Gądecki. Moje marzenia natomiast idą w nieco innym kierunku. Oczywiście historycznie ważne diecezje powinny być reprezentowane w Kościele powszechnym przez kardynałów, natomiast wydaje mi się, że logika papieża Franciszka idzie w nieco innym kierunku.  W 2012 roku, krótko przed śmiercią kardynała Carlo Maria Martini radził papieżowi by „poszukał dwunastu osób niestandardowych, trudnych do sklasyfikowania i powierzył im kierownicze stanowiska w Kościele i w diecezjach. (…) ludzi, którzy są blisko ubogich, którzy są otoczeni przez młodych i którzy doświadczają rzeczy nowych”. Jeśli potraktowalibyśmy poważnie radę kardynała Martini, zamiast biskupów z Krakowa i Poznania, proponowałbym do nominacji kardynalskiej abp. Konrada Krajewskiego, który jest blisko ubogich, abp. Grzegorza Rysia, który jest otoczony przez młodych, i abp. Wiktora Skworca, który przeprowadził synod diecezji katowickiej, otwierając ją na nowe wyzwania.

Ktoś może powiedzieć, że mogę sobie tylko pomarzyć, zwłaszcza podczas ciepłego majowego weekendu. Zgadzam się, ciekawi mnie jednak, co zrobiłby papież Franciszek, jeśli tak jak w przypadku Johna Herny Newmana, grupa licznych świeckich zwróciłaby się do niego z prośbą o nominowanie kardynała z Katowic lub Łodzi?