Krzyk rozpaczy

My, dominikanie i nasi przyjaciele, obchodzimy w Polsce uroczystości: świętego Dominika, świętego Jacka, Wniebowzięcie NMP. Przygotowujemy się do 800-lecia zakonu. Mam pytanie: czy żyjemy także w duchu solidarności z tymi z naszych sióstr i braci w zakonie, którzy są w obozach przesiedleńców wygnani ze swoich klasztorów, swoich domów? Tam są także muzułmanie i chrześcijanie innych wyznań, a także tysiące ludzi.

Myślę o Iraku, Syrii, myślę o wojnie na wschodzie Ukrainy. My mamy bezpieczeństwo i pokój. Listy, które przychodzą od sióstr dominikanek z Iraku, są wstrząsające. Także od francuskich i arabskich braci. Ale czy nas to w ogóle interesuje? Żyjemy na tyle swoimi problemami, że uchodźcy dobijający do wybrzeży Włoch czy Grecji, to daleki i obcy świat. Papież Franciszek płacze. Zepsuty Zachód, bezbożny i liberalny, próbuje jakoś tej sytuacji zaradzić, wiedząc, że to są już działania na lata, lub nawet pokolenia. A my? Celebrujemy siebie, radość i pokój wokół nas. Gdzie jest Solidarność, nasz mit narodowy? Gdzie głos w naszym polskim Kościele, w naszym zakonie w Polsce? Zaczynam się po prostu trochę wstydzić, boleję i jestem bezradny. My sami krzyczymy donośnie, że u nas Kościół jest prześladowany, a prawdziwych prześladowań nie dostrzegamy. Własnym krzykiem zagłuszamyprawdziwy ból i krzyk rozpaczy. Wypędzonych i biednych.