Papież Franciszek na pokładzie samolotu, w drodze do Polski, a także już w Krakowie, podkreślił wyraziście, że nie powinniśmy unikać nazywania tego, co się dzieje w związku z terroryzmem, wojną. Dopowiedział jednak zaraz, że nie jest to wojna religijna. Na takiej właśnie narracji zależy samym terrorystom oraz wszystkim, którzy dążą do siłowej konfrontacji między religiami i cywilizacjami na nich zbudowanymi.

0005RC2LA4N2977E-C431

Rzym – muzułmanie w kościele Santa Maria in Trastevere, w geście solidarności z katolikami  fot. /MASSIMO PERCOSSI /PAP/EPA

 

W czasie modlitewnego czuwania na ŚDM papież Franciszek mówił w Brzegach do młodych:

Teraz nie zabierzemy się do wykrzykiwania przeciw komuś, nie zaczniemy się kłócić, nie chcemy niszczyć. Nie chcemy pokonać nienawiści obelgami i jeszcze większą nienawiścią, przemocy większą przemocą, pokonać terroru jeszcze większym terrorem. A nasza odpowiedź na ten świat w stanie wojny ma imię: nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną. Świętujemy fakt, że pochodzimy z różnych kultur i łączymy się, by się modlić. Niech najlepszym słowem, najlepszą mową, niech będzie zjednoczenie w modlitwie. Pozostańmy na chwilę w milczeniu i módlmy się (…)

i potem jeszcze prosił:

Życie współczesne mówi nam, że bardzo łatwo skupić uwagę na tym, co nas dzieli, na tym, co nas rozłącza jednych od drugich. Chcieliby, byśmy uwierzyli, że zamknąć się w sobie, to najlepszy sposób, by chronić się od tego, co wyrządza nam zło. Dzisiaj my, dorośli, potrzebujemy was, byście nas nauczyli żyć razem w różnorodności, tak jak dzisiaj, w dialogu, w dzieleniu się, wielokulturowości nie jako zagrożenia, lecz jako szansy: wy jesteście możliwością przyszłości, miejcie odwagę nauczyć nas, że jest łatwiej budować mosty, niż wznosić mury! Mamy potrzebę tego się uczyć. A wszyscy razem prosimy, abyście od nas żądali kroczenia drogami braterstwa. Abyście to wy byli naszymi oskarżycielami jeśli my wybierzemy budowanie murów, drogę wrogości, drogę wojny. Budować mosty: wiecie, który jest pierwszy z mostów do zbudowania? Most, który możemy postawić tu i teraz: uścisk dłoni, podać sobie ręce. Odwagi! Zróbcie to teraz, tutaj, ten ludzki most, podajcie sobie ręce, wszyscy. To most podstawowy. To ludzki, wspaniały most. Zawsze istnieje ryzyko żeby powstrzymać rękę, ale trzeba ryzykować. Kto nie ryzykuje nie zwycięża, dlatego podajmy sobie dłonie. To jest ten podstawowy most – uścisnąć dłoń. Dziękuję wam. Oto wielki most braterski. Oby tego budowania uczyli się wielcy ludzie tego świata, oby uczyli się stawiać taki most wielcy ludzie tego świata! Ale nie dla zdjęcia, ale by wciąż budować coraz wspanialsze mosty. Oby ten ludzki most był zaczynem wielu innych; niech on będzie trwałym śladem.

Ostatnie miesiące, tygodnie, dni… konfrontują nas ze wstrząsającym i paraliżującym złem, które podpowiada, by z powodu naturalnej niezgody na terror czy z lęku, poddać się pokusie zamknięcia i konfrontacji. Nie inaczej jest w przypadku bestialskiej śmierci francuskiego księdza Jacquesa Hamela i proboszcza w Saint-Etienne-du-Rouvray w Normandii. Został on zamordowany po odprawieniu Eucharystii przez dwóch 19-letnich dżihadystów. Zrobili to – w swoim przekonaniu – w imię islamu.  Gdy uświadomimy sobie, że ów ksiądz prowadził żywy dialog z miejscowym imamem, wyznawcami islamu oraz że użyczył także teren kościelny pod budowę meczetu, tym bardziej pojawia się złość w sercu.

Redaktor Paweł Lisicki z tygodnika Do rzeczy komentując dziś wczorajsze słowa papieża z czuwania o braterstwie i przyjaźni nazywa je naiwnością, a historia francuskiego księdza potwierdza tylko według niego, jak naiwne jest sądzenie, że możliwy jest dialog chrześcijaństwa z islamem.

Czy życie wśród muzułmanów i ofiarowanie im swojego życia przez bł. Karola de Foucauld można skwitować, że to naiwność? A może jednak to sam rdzeń chrześcijańskiego radykalizmu! Czy prowadzący dialog teologiczny z muzułmanami przeor trapistów z Tibhirine w Algerii oraz służący miejscowym wyznawcom Allaha bracia do ostatniego dnia przed swoim uprowadzeniem też da się zrozumieć z dystansu dziennikarskiego fotela? Takie osoby jak redaktor Lisicki mówią, że „znają islam”. Być może mają nie małą o nim wiedzę. Ale nie mają tej wiedzy, która przychodzi jako owoc daru z siebie, który wybrali wobec wyznawców islamu nie tylko bł. Karol de Foucauld i bracia trapiści z Tibhirine.

Po śmierci francuskiego księdza z Normandii, Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego wezwała, aby mieszkąjący we Francji muzułmanie przychodzili dziś na Mszę do katolickich świątyń. I tak się stało, zresztą nie tylko we Francji, ale także we Włoszech. „Pierwszym” wsród przybyłych był imam Saint-Etienne-du-Rouvray, szczerze wstrząśnięty śmiercią księdza i jednocześnie przyjaciela, o którym powiedział, że oddał życie za innych.

Miłość dla wszystkich, nienawiść wobec nikogo

– głosił dziś plakat umieszczony przez muzułmanów we wnętrzu jednego z kościołów.

Czy to nie jest także oblicze islamu? Wielu chciałoby zaprzeczyć i zdyskredytować ów gest. Obraz pokojowo nastawionego islamu nie pasuje wielu tym, którzy tę religię jednoznacznie utożsamili z dżihadem i prą z całych sił do konfrontacyjnego scenariusza stosunków chrześcijan i muzułmanów. Arcybiskup Rouen Dominique Lebrun, który po morderstwie swojego kapłaństwa opuścił ŚDM i wrócił do Francji, dziś docenił postawę muzułmanów, mówiąc, że to „gest odwagi i gest pokoju”. I dopowiedział:

Dziękuję w imieniu wszystkich chrześcijan. Potwierdzacie w ten sposób, że odrzucacie śmierć i przemoc zadawaną w imieniu Boga. Z waszych ust, które uważamy za szczere, usłyszeliśmy, że to nie jest islam.

*

Pozwolę sobie odwołać się do tekstów, które wcześniej pisałem w związku z poruszonym tematem:

https://info.dominikanie.pl/2014/10/czy-chrzescijanin-moze-miec-jeszcze-serce-dla-muzulmanina/

https://blog.dominikanie.pl/maciej-biskup/2016/02/22/maly-brat-jezusa-patron-na-teraz/