Niezwykle poruszające są dla mnie słowa dzisiejszej Ewangelii (Mt 16, 13-20). Być może dlatego, że jednym z jej bohaterów jest Piotr. Jako nastolatek nie lubiłem swojego patrona. Tymczasem okazuje się, że jest jednym z największych błogosławieństw w moim życiu.

Piotr jest fascynującą postacią. Prosty mężczyzna – rybak i żyd, mąż, w którym wszystkie te słowa odnajdują własne definicje. Za każdym razem konfrontując się ze sobą, nie mógł pogodzić w sobie żadnego z tych elementów. Gdyby zmierzyć go miarą sukcesu, długo musiałby na niego czekać. Dla tych, którzy nie mają w sobie perspektywy życia wiecznego, mógłby stać się symbolem nieudacznika.

Wybrany przez Jezusa na głowę wspólnoty, która po ludzku nie ma sensu. Nie oszukujmy się, żyjąc perspektywą tego świata, każdy z nas ma z nią problemy. Piotr zaufał. Niedoskonały i nienadający się na rolę lidera pod każdym względem, stał się fundamentem Kościoła – jego opoką.

Jeżeli popatrzeć na Piotra, tak jak patrzymy na siebie, wiele faktów z jego życia trudno byłoby nam mu wybaczyć. Współmierność, którą w sobie nosimy kazałaby nam spisać go na straty już na samym początku. Zmierzony naszą miarą, odpadłby na początku bez perspektywy rozwoju. Po wyznaniu wiary w Mesjasza, pouczał Chrystusa. W naszych środowiskach osądzony, bez prawa rozwoju, musiałby się wycofać, ponieważ piętno naszego wzroku, braku wybaczenia nie pozwoliłoby mu funkcjonować.

Perspektywa, którą ofiarowuje mu Jezus, pozwala na dojrzewanie, na dojrzałość. Chrystus doskonale wiedział kogo wybiera. Wiedział, że początki nie będą łatwe. Wiedział o Piotrze wszystko. Nie odrzucił – dał szansę. Obecność Chrystusa w życiu Piotra nie była prosta. Mimo to, Chrystus nigdy z Piotra nie zrezygnował, prze co Piotr nieustanie musiał weryfikować swoją niewierność i ułomność własnej wiary. Wymagania, które Chrystus stawiał Piotrowi nie miały jednak służyć jego potępieniu, ale wzrostowi i poznawaniu przez Piotra Bożego Miłosierdzia. Sam miał potem o ten wzrost dbać i głosić Boże przebaczenie – nie tylko sobie, ale przede wszystkim tym, do których został posłany.

W Dobrej Nowinie chodzi o człowieka o tyle, o ile Chrystus jest Ewangelią, czyli tą Dobrą Nowiną. W dzisiejszym słowie Piotr staje się bohaterem, ponieważ Chrystus go do tego wybiera. Mierzmy się tym wyborem, którego wobec nas dokonuje Jezus. Mierzmy się Jego miarą. Często to nie jest komfortowe doświadczenie. Ale tylko ono pozwoli zrobić nam krok do przodu i nie odbierze powietrza.

Piotr poszedł dalej dlatego, że Chrystus poszedł razem z nim. Pokazując mu drogę i dodając powietrza, pchnął go tam, gdzie Piotr sam by nie doszedł. Niebo, tak jak przed Piotrem, także przed nami stoi otworem.