Bardzo chciałbyś coś powiedzieć, a wiesz, że nie możesz. Nie wypada. I tak nie usłyszą. To ten moment, w którym czytając komentarze braci i sióstr katolików, którzy opisując rzeczywistość równają ją z błotem używając słów, wobec których błoto to przyjemność.

Wydawać by się mogło, iż wynika to z nieumiejętności komunikowania spraw najważniejszych. Chociaż, niestety, wiąże się to częściej z przekonaniem o misyjności. Rola internetowego proroka jest ostatnimi czasy jedną z najchętniej wybieranych przez chcących być głosem Boga we współczesnym świecie. Niestety – z reguły są to prorocy bez twarzy, imienia i nazwiska. Bez tożsamości. Na Twitterze, Facebooku, w komentarzach na stronach prowadzone są krucjaty bez twarzy. Anonimowi wybrani sądzą kogo się da i jak się da byle pokazać miejsce błądzącym (w ich mniemaniu).

W Piśmie Świętym są obecne dwa typy proroków: dobrzy i źli. Nie ma proroków neutralnych. Prorok ma być jedynie tym, który głosi to, co Bóg chce nam powiedzieć. Przez jego słowo Bóg będzie stwarzał świat. Jeżeli autorem treści komunikatu jest tylko człowiek, stwarza on jedynie samego siebie. Kreuje własną rzeczywistość odmienną od tej, której chciałby Bóg.

Czy Bóg po krzyżu Chrystusa, Jego śmierci i zmartwychwstaniu stwarzałby słowami Starego Testamentu? Jeszcze gorzej, czy komunikowałby swoją miłość słowami pełnymi agresji i nienawiści jeżeli wcześniej wypowiedział się słowem zgoła innym – pełnym miłości?

Nie chodzi o o to, żeby nie stawiać wymagań. Chrześcijaństwo dla współczesnego świata jest niezwykle wymagające. Powinno takie być. Miłość jest wymagająca.

Pytanie: czy jeśli zburzymy komfort czyjegoś życia równając je z błotem (uzasadniając to wszystko Ewangelią, o zgrozo), to Chrystus będzie miał jeszcze szansę cokolwiek zbudować na nowo?

Miłość zakłada wolność. Także wolność tego, któremu głosimy. Zwłaszcza jego. Może on nie chcieć głoszenia. I nie dlatego, że słowo do niego nie trafia. Ale dlatego, że prorok je sobą zasłonił.

Trudno polemizuje się z ludźmi bez twarzy, imienia i nazwiska. Pan Bóg w Chrystusie pokazał nam swoje oblicze. Warto mieć tego świadomość, kiedy stajemy się Jego prorokami.

Prorok bez twarzy Chrystusa nie istnieje. Pytanie: czy kiedykolwiek sam ją widział?