Mam nadzieję, że zabrzmi to tak, jak powinno: imponują mi ateiści. Nie dlatego, że nimi są, ale dlatego, że mają odwagę nimi być. Myślę w tym miejscu o odwadze wyboru. Oczywiście, wierzący także mi imponują. Doszukiwanie się w tym miejscu jakiś wywrotowych teorii nie ma sensu. Po prostu ważne jest dla mnie to, kiedy ktoś w katolickim społeczeństwie potrafi powiedzieć, że się ze mną nie zgadza.

Nie twierdzę, że ma rację. W końcu się ze mną nie zgadza. Nie boi się mi jednak tego powiedzieć. Wielokrotnie z ust osób praktykujących nie udało mi się usłyszeć tego, co myślą o Panu Bogu, o Kościele, o drugim człowieku. Wejście w jakikolwiek dialog było nie możliwe. Bardzo często okazuje się, że Ci którzy w Boga nie wierzą, wiedzą o nim dużo więcej niż Ci, którzy powinni wiedzieć o nim cokolwiek. Nie mam na myśli tego, że żeby wierzyć trzeba o Bogu wiedzieć wszystko. Pomyślmy jednak o przyjaźni: trudno nam będzie zaufać komuś, kogo nie znamy. Czy ślepe zaufanie jest dobre? Nie wiem. Czuję przed nim jednak jakiś niepokój.

Doświadczenie czyjejś niewiary motywuje mnie do weryfikacji własnej znajomości Pana Boga. Znowu, nie chodzi mi o to, że doświadczenie osób wierzących nie jest dla mnie ważne. Wychowałem się jednak w rodzinie wierzącej i to konfrontowanie z rzeczywistością znam dość dobrze. Ateiści wytrącają mi z ręki zupełnie inne argumenty. Najmocniej te, do których się najbardziej przyzwyczaiłem. Szczególnie te, które moje środowisko uznaje za oczywistą oczywistość.

Tak, wiem, że są agresywni ateiści (śmiech, dosłownie). Poznałem jednak dużo bardziej agresywnych katolików (co za kategorie? – śmiech staje się bardziej intensywny). Nie chciałbym demonizować rzeczywistości, ponieważ wiem, że Chrystus zwyciężył dla wszystkich.

Imponują mi niewierzący. Jestem dumy z moich niewierzących znajomych, że nie boją się zapytać dlaczego wierzę. Dzięki nim moja wiara jest ciekawsza.

Gdyby ktoś potrzebował jeszcze jakiegoś wyjaśnienia, to podaje za ks. Janem Twardowskim:

Nie przyszedłem pana nawracać

zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania

jestem od dawna obdarty z błyszczenia

jak bohater w zwolnionym tempie

nie będę panu wiercić dziury w brzuchu

pytając co pan sądzi o Mertonie

nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor

z czerwoną kapką na nosie

nie wypięknieję jak kaczor w październiku

nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają

nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu

i zwierzę swój sekret

że ja, ksiądz,

wierzę Panu Bogu jak dziecko