O dwóch greckich słowach i trzech trudnościach wiary

Czytamy dziś (w III niedzielę wielkanocną roku B) w Łukaszowej ewangelii, że uczniowie początkowo przestraszyli się na widok Zmartwychwstałego. Wzięli Jezusa za ducha. Co robi Nauczyciel, żeby ich przekonać? Pokazuje swoje zranione ręce i nogi (wszak duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam). Dodatkowo daje się nakarmić kawałkiem pieczonej ryby (i plastrem miodu, według niektórych rękopisów), żeby nabrali całkowitej pewności.

Jak trudno uwierzyć… Właśnie, jakie to są trudności; już nie apostołów, ale nasze – by tak rzec – kłopoty ze zmartwychwstaniem?

Cierpiący Mesjasz

Wspominałem poprzednio o tym, jak współczesnych Żydów szokuje 53. rozdział proroka Izajasza, w którym są pokazane cierpienia Mesjasza. W głowie się to nie mieści! Wysłannik Boga, jedyny Sprawiedliwy, zostaje odrzucony przez wszystkich i okrutnie zamordowany. I właśnie ta zbrodnia okazuje się narzędziem zbawienia.

Prawda o cierpiącym Mesjaszu pozostaje szokująca do dziś. Chrześcijanie czasem sobie wyobrażają, że zmartwychwstanie to happy end po nieszczęśliwym wypadku. A przecież sedno sprawy jest właśnie tu: grzeszników ratuje ofiara Sprawiedliwego, a Krzyż okazuje się bramą do wieczności. Jezus zwyciężył właśnie dlatego, że pozornie przegrał. Zgodnie z obrazem z Apokalipsy jest zwycięskim Lwem, bo jest zabitym Barankiem.

Dawca Życia

Przemawiając do mieszkańców Jerozolimy święty Piotr mówi wyraźnie: Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami. Archegos tez zoes – można to przetłumaczyć na parę sposobów: wódz życia (jak w polskim przekładzie sekwencji wielkanocnej: Choć poległ wódz życia, króluje dziś żywy) albo twórca/sprawca życia.  W każdym przypadku to sformułowanie z Dziejów Apostolskich (Dz 3,15) nadaje się do rozmowy ze świadkami Jehowy. Oczywiście, nie po to, żeby przedstawić im swoje racje albo pokonać ich w dyskusji, ale żeby głosić im Chrystusa jak Pana. Kto daje życie? Tylko Bóg.

Nie tylko świadkowie Jehowy mają problem ze zrozumieniem, że Mesjasz jest Synem Bożym, drugą Osobą Trójcy Świętej. Trudno pojąć, że to sam Bóg trudził się nad moim zbawieniem. Poniżył się, stając się człowiekiem (jak to opiewa kolęda Bóg się rodzi, w szeregu oksymoronów wziętych z najlepszej patrystycznej tradycji). Przebywał z grzesznikami. Dał się okrutnie zabić, wcześniej ograbiony z godności – nawet nie boskiej, ale po prostu ludzkiej.

Herezje widziały w Jezusie człowieka, którego Bóg usynowił, albo Boga, który tylko udawał człowieka.

Pamiętajmy, że Jezus Chrystus nie tylko był człowiekiem, ale nim pozostał. Człowiekiem z krwi i kości, z chwalebnymi ranami. Z ciałem, które po zmartwychwstaniu jest w pełni ludzkie, ale i przemienione; tak jak to będzie z naszymi ciałami. Jeden z Trójcy jest człowiekiem, na wieki wieków.

Orędownik

Święty Jan nazywa Jezusa Parakletem, dokładnie tak jak nazywa Ducha Świętego. W Janowej ewangelii Jezus zapowiada, że Ojciec ześle im innego Parakleta, a w Pierwszym Liście czytamy: Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. Ten Rzecznik z oficjalnego polskiego przekładu to właśnie Paraklet – jak wyjaśnia Wielki słownik grecko-polski ks. Popowskiego – zdolny do udzielania zachęty, odwagi, pomocy; zdolny do pokrzepiania; orędownik, rzecznik, pocieszyciel. Ciekawe, że pocieszycielem niesprawiedliwych jest Sprawiedliwy. Dlaczego? Bo nie brzydzi się grzesznikami, ale ich usprawiedliwia. Usprawiedliwia? Co to znaczy? Obdarza sprawiedliwością – najpierw tą swoją, umierając za grzeszników, a następnie budując w nas, krok po kroku, to, co dobre i sprawiedliwe.

Rzecznik wobec Ojca – oto kolejna trudność. Trudno, żeby imię Boga Ojca dobrze się kojarzyło dziecku alkoholika czy ojca wciąż nieobecnego. Mamy orędownika, przyjaciela, pocieszyciela, starszego brata – Jezusa, który robi wszystko, żeby pokazać nam oblicze Ojca niebieskiego. Kto mnie widział, zobaczył i Ojca.

Przeczytajmy raz jeszcze opowieść o Abrahamie; o tym, jak bardzo pragnął mieć syna; o niepojętym żądaniu Boga, żeby Mu ofiarował ukochane dziecko. Wróćmy do tej opowieści, żeby wczuć się w serce Ojca, który ofiarował swego Syna, nam i za nas.