Wdzięczny Panu Bogu za życie Jean Vaniera (1928-2019)

 

 

Jean Vanier zmarł dziś w nocy. Trudno sobie wyobrazić współczesne chrześcijaństwo bez Jego osoby. Ja nie jestem w stanie pomyśleć o moim osobistym chrześcijaństwie bez Jego wpływu: przyjęcie swojej kruchości jako konieczny element chrześcijańskiej dzielności oraz doświadczenie Kościoła ubogiego, dalekiego od władzy, pokornego, który jest tam, gdzie znajdują się wszyscy wykluczeni. Jean… DZIĘKUJĘ.

Poniżej publikuję stary swój wpis ze starego dominikańskiego bloga „Burzenie bastionów”:

„Nazaretańskim „braciom i siostrom” bliskość Jezusa przeszkadzała w Jego rozpoznaniu. Myśleli sobie: „to nasz człowiek… czy może się różnić od nas?”. „Nasz” Chrystus, Jego bliskość, z którą my chrześcijanie jesteśmy tak oswojeni, może okazać się i dla nas przeszkodą w kontemplacji Jego pełnego Oblicza. Chrystusa nazywamy Panem i Królem i słusznie, bo jest Nim w całej pełni. Jednocześnie, od czasów apostolskich aż po dziś dzień, my chrześcijanie kuszeni jesteśmy próbą neutralizowania prawdy o tym, że Bóg w Chrystusie wybrał słabość jako centralne doświadczenie swojego Objawienia.

Prawda o słabości Boga nam uwiera, bo przy takim Bogu – my sami tak przerażeni swoją własną kruchością – czujemy się jeszcze bardziej niepewni. Chrześcijanie wywodzą się i przychodzą ze świata i w naturalny sposób jesteśmy naznaczeni jego mentalnością. Aby ukryć niepewność, lęk i kruchość chcemy wygrywać, pokonywać, mieć rację. Obecnie, gdy relatywizm odbiera poczucie bezpieczeństwa, agresywny fundamentalizm, który niewiele chce mieć wspólnego z zachętą, która od Pana usłyszał apostoł Paweł: wystarczy ci mojej łaski.

Paradoksalnie, słabość Boga, którą w tajemnicy krzyża celebrujemy z ogromnym namaszczeniem, dla nas samych ciągle jest po trosze i „głupstwem” i „zgorszeniem”. Tak ją postrzegał, jako co najmniej bulwersującą, apostoł Piotr. Zapowiedź Jezusa o męce i śmierci próbuje unieszkodliwić, powstrzymać groteską prośbą: niech Cię Bóg broni! Panie, na pewno się to Tobie nie przydarzy! (Mt 16,22). Pierwszy papież usłyszy ostre słowa Jezusa: zejdź mi z oczu, szatanie! No tak, kusiciel w swej diabelskiej pysze nie przewiduje porażki i słabości. Czy i dziś w Kościele nie słychać tego kusicielskiego oporu?. Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony żali się Chrystus do nas, do swoich ze swojej ojczyzny, którą jest dziś Jego Kościoła.

Jena Vanier, który po doświadczeniu wojny , której był uczestnikiem jako oficer wojsk alianckich, świadomie rezygnuje z siły i przemocy. Wraz z ojcem Thoma Philippe OP tworzy wspólnoty „Arki” oraz „Wiary i światła”, które staną się we współczesnym świecie i Kościele oazami komunii zrodzonej ze świadomej akceptacji ubóstwa i słabości.

W jednym ze swoich listów do Julii Kristevy, francuskiej feministki i filozofki pisze:

Czasami mam wrażenie, jakby Kościół dążył do tego, by się zbroić, wzmacniać, by się chronić i instytucjonalizować. Zdarzało się nieraz, że zarzucano mi, iż nie kocham Kościoła Nie myślę, że to prawda. Kocham i akceptuję ten Kościół, który czasem się boi, ale pokładam nadzieję w Kościele, który czyni się ubogim, aby bardziej towarzyszył wszelkiego rodzaju biednym i wykluczonym, podnosić ich na duchu. Rodzić Kościół to odkryć, że jest on cudzoziemcem, pragnąć, by stał się w pełni sobą, przejrzysty i wrażliwy, ponieważ jest związany z osobami, które są słabe i wrażliwe, oraz pragnąć, by czynił Jezusa – swojego łagodnego i pokornego sercem założyciela – obecnym dla wszystkich ludzi.

Szaweł, który swoją wiarę i wszelki teologiczny relatywizm w łonie judaizmu (chrześcijan traktował jako jedną z heretyckich odłamów judaizmu) bronił siłą i bezwzględnością, nawraca się i staje się Pawłem, który za swoją broń wybiera słabość: Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny (por. 2 Kor 12,7-10). Bo jak pisze Vanier w kolejnym swoim liście do Kristevy:

Święci to ci, których serce z kamienia zostało przemienione w serce z ciała, otrzymali Ducha (Ez 36), który osłabia lęki zamykające nas w nas samych.

Na początku XIII wieku do Innocentego III, którego pontyfikat był sztandarowym przykładem takiego sprawowania papiestwa (ojcostwa), w którym papież uznaje się za władcę całego świata, przybywa nic nie znaczący, obdarty nędznik – św. Franciszek z Asyżu. I w tym biedaku – symbolu wszelkiej słabości i nic nie znaczenia w oczach świata, wyniosły papież rozpoznaje Chrystusa i żywe wcielenie ewangelii. „Władca całego świata” w biedaczynie z Asyżu rozpoznał ratunek dla Kościoła.

Moja wiara w Boga nie jest wiarą w Boga potęgi, ale wiarą w Boga wszechmocnego, który staje się bezsilnym, który czyni się biedny, aby dołączyć do nas w naszym ludzkim ubóstwie. Ten Bóg nie jest u naszego boku jako przełożony, ale jako przyjaciel, który odkrywa nam naszą wartość, naszą niepowtarzalność, przyjaciel, który stara się nas podnieść, utrzymać w postawie wyprostowanej, przyjmując z jednej strony nasze ziarenka życia i także nasze ziarna śmierci, nasze pragnienie komunii i nasze lęki zrodzone z niepokoju

– pisał  w innym liście do Kristevy Jean Vanier.

W czasach papieża Innocentego III organizowano liczne wyprawy krzyżowe, które przemocą miały wydrzeć „niewiernym psom” Ziemię Świętą i oddać ją chrześcijańskiemu światu. W świecie, w którym słabość była zniewagą na chrześcijańskich uczelniach chętniej rozważano i studiowano wszechmoc jako Boga niż jego uniżenie i słabość. Święci Franciszek i Dominik w tym samym czasie odnowili w Kościele ewangeliczną krucjatę, która rezygnowała z władzy, siły i bogactwa. Wyruszyli na „podbój” świata – każdego bez wyjątku człowieka, który dotknięty swym wewnętrznym ubóstwem i słabością czeka na uzdrawiające spotkanie z Chrystusem, który zapragnął podobne leczyć podobnym: słabość słabością. Wszechmocny Chrystus przyjął samoograniczenie, słabość i ubóstwo jako centralne doświadczenie swojego Objawienia w świecie.

Julia Kristeva – agnostyk i feministka, a zarazem matką upośledzonego syna, odpisuje Vanierowi, z którym się zaprzyjaźniła, że

chrześcijaństwo jest najwłaściwszą religią dla towarzyszenia ludzkiej kruchości.