Piętnujmy zło. Wskazujemy na to, co szkodzi, aby móc wspólnie nad tym pracować. Żeby móc to zmieniać. Warto jednak zastanowić się, czy tak duże zainteresowanie tym, co nie dorasta do chrześcijańskich standardów, nie powoduje jakiegoś od tego uzależnienia. Czy przez walkę ze złem, nie brakuje nam czasu na dziękczynienie za dobro?

Wielu z moich znajomych, którzy są na obrzeżach Kościoła, ten kojarzy się z nieustanną walką. Chrześcijanie, katolicy to dla nich Ci, którzy nieustannie o coś się biją. Niewątpliwie, zmaganie jest wpisane w nasze powołanie. Niemniej jednak, zbytnio skupiając się na tym, iż za wszelką cenę musimy wygrać, zapominamy o tym, że nasza wygrana jest elementem większego planu, że Chrystus już wygrał. My nie wygramy bez Niego.

Warto zauważyć, w czym dokonało się zwycięstwo Chrystusa. Jak się zrealizowało. Być może wtedy okaże się, że Kościół wojujący bije się bronią, której Chrystus nigdy by nie użył. On zwyciężył świat dla wszystkich ludzi. Odwaga w walce powinna być związana z troską o zbawienie każdego z nas. Chrystus za wszystkich umarł na krzyżu – dla wszystkich zmartwychwstał.

Napominanie, nawracanie nie ma służyć jedynie zwycięstwu nad złem, ale przede wszystkim na przylgnięciu do Chrystusa, a w konsekwencji na życiu z Nim na wieki. Tym czasem, w ferworze wali, Ten często schodzi na dalszy plan. Zatrzymujemy się w połowie drogi.

Motywacją do walki powinna być miłość Chrystusa, miłość do Chrystusa. Kiedy tracimy Go z oczu (tracąc jednocześnie z pola widzenia człowieka, o którego Ten walczył), na pierwszym miejscu stawiamy samych siebie. Miłość własna wygrywa nad miłością do Zbawiciela, do Kościoła, do drugiego człowieka. Najczęściej objawia się to tym, że wiemy lepiej, lepiej rozumiemy, tylko my mamy rację. Jesteśmy zamknięci na dialog, chociażby po to, aby wytłumaczyć swoje racje.

Okazać się może w konsekwencji, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Nasza racja może nas pokonać. Nasze zrozumienie może być dalekie od tego, jak widzi to Kościół. Znajdzie się ktoś, kto wie więcej, lepiej.

Kościół powinien walczyć. Przede wszystkim o to, aby nigdy nie zgubić z oczu Chrystusa – żeby do Niego przylgnąć. Każdy z chrześcijan powinien mieć Go zawsze przed oczami. Może okazać się, że „uzależnieni” od Niego będziemy dużo skuteczniejsi niż wtedy, kiedy jesteśmy uzależnieni jedynie od swoich racji, przekonań, wyobrażeń – także tych dotyczących Zbawiciela.

Bóg przez dobro stwarza świat. W nim jest pomysłowość. Zło jest odtwórcze – nie jest kreatywne. Jest nudne. Pozwólmy się Bogu dobrem zaskoczyć. Także w tych, po których tego zaskoczenia byśmy się nie spodziewali.